Bunt na ORP „Żuraw” i procesy jego marynarzy.

 

Artykuł został opublikowany w „Rocznik Kołobrzeski 2021”.

Wstęp

Czas, w którym doszło do buntu na ORP „Żuraw” – 1 sierpnia 1951 r. to szczyt rozwoju stalinizmu w Polsce. Trzy pierwsze lata po zakończeniu II wojny światowej to ogólny entuzjazm ludzi, którzy cieszyli się z zakończenia wojny i generalnie chcieli odrobić czas stracony. Młodzi intensywnie uczyli się, zakładali rodziny i prywatne inicjatywy. Kwitł handel, drobna wytwórczość i rzemiosło. W tym czasie komunistyczne władze mając znikome poparcie społeczne tolerowały takie zachowania, a nawet nie stwarzano żadnych przeszkód w praktykach religijnych. Marynarka Wojenna notowała okres intensywnego rozwoju. Do kraju powracały jednostki, które wojnę spędziły za granicą lub były łupem wojennym Niemców. Przykładem może być ORP „Żuraw”, który był zaprojektowany jako minowiec przez inż. Aleksandra Potyrałę. Został on wybudowany  w Warsztatach Portowych Marynarki Wojennej w Gdyni. Miał wyporność 180 ton i zwodowano go 22 sierpnia 1939 r., a więc zaledwie kilka dni przed wybuchem wojny i nie był jeszcze w pełni wyposażony i nie odbył prób morskich. Dowództwo objął kpt. mar. Robert Kasperski i okręt został wcielony do Dywizjonu Minowców 25 sierpnia 1939 r. Na początku wojny ORP „Żuraw” pełnił służbę w systemie obrony przeciwlotniczej portu Jastarnia. Następnie przeszedł do portu Hel, został rozbrojony, a załoga zasiliła obrońców. Po kapitulacji okręt przejęli Niemcy i był jednostką doświadczalną Kriegsmarine – Versuchsboot „Oxhoft”. Po wojnie odnaleziono go w Travemünde i tam przejęła go polska załoga. Następnie został skierowany do Kolonii na remont , a 12 marca 1946 r. przypłynął do Polski. Początkowo okręt służył w Świnoujściu, a od maja 1947 r. został przydzielony do Oddziału Hydrograficznego i nadano mu oznaczenie „H6 – 11”. Dobudowano na nim nadbudówkę, w której urządzono kreślarnię i wyposażono w urządzenia hydrograficzne[1].

Dowódca ORP „Żuraw” por. mar. Arkadiusz Ignatowicz podobnie jak wielu innych oficerów Marynarki Wojennej, wojnę spędził na Zachodzie Europy służąc m.in. na ORP „Kujawiak”, ORP „Błyskawica” i ORP „Ślęzak”. W 1946 r. powrócił do Polski, gdzie czekała na niego żona i dzieci oraz przywiózł odznaczenia wojenne: Krzyż Walecznych, Medal Morski z trzema okuciami oraz alianckimi „Gwiazdami” za bitwy o Atlantyk, Włochy Niemcy i Francję[2]. Tak jak i inni oficerowie przedwojennej Marynarki Wojennej chciał służyć dla Polski i nie przypuszczał jak dalej rozwinie się sytuacja.

W miarę upływu czasu komuniści umacniali swoje panowanie i zdobyli pełną władzę. Rozprawiono się z opozycją i doprowadzono do faktycznej delegalizacji opozycyjnych partii politycznych. Ograniczono działalność Kościoła Katolickiego i rozpoczęto walkę o handel, czyli likwidację prywatnych sklepów, drobnych przedsiębiorstw i rzemiosła przeprowadzając kolektywizację. Istotne zmiany następowały również w wojsku. Jako największe zagrożenie uznawano kadry oficerów wychowanych w II Rzeczypospolitej. W listopadzie 1949 r. nastąpił okres nazywany przez komunistycznych propagandystów „zaostrzeniem walki klasowej”. Z partii, tj. z PZPR-u usunięto Władysława Gomułkę i Mariana Spychalskiego, których oskarżono o „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Istotne były wyniki III Plenum KC i CK Kontroli Partyjnej PZPR. Bolesław Bierut zwrócił uwagę na infiltrację aparatu partyjnego i państwowego przez agenturę imperialistyczną, co w praktyce oznaczało falę czystek i represji[3].

Na początku 1950 r. przed Najwyższym Sądem Wojskowym toczył się proces kadm. Mohuczego i innych oficerów MW oskarżonych o sabotaż[4]. W lipcu 1950 r. ze stanowiska dowódcy Marynarki Wojennej Rokosowski odwołał kadm. Włodzimierza Steyera, a na jego miejsce powołano Rosjan, początkowo kadm. Iwana Szylingowskiego, a następnie kadm. Wiktora Czerokowa[5]. Nastąpił gwałtowny napływ oficerów radzieckich, którzy obsadzali najwyższe stanowiska w Marynarce Wojennej. Równolegle rozpoczęli rugowanie religii z wojska, a uchwałą Komisji Wojskowej BP KC PZPR z dnia 26 kwietnia 1950 r. zniesiono śpiewanie „Roty” i modlitw na zbiórkach oraz zwyczaj prowadzenia żołnierzy w szyku do modlitwy[6].

Czystki w wojsku i w konsekwencji w Marynarce Wojennej rozpoczęły się na dużą skalę od aresztowania Tatara Utnika i Nowickiego na początku listopada 1949 r. Za sprawą tą powiązano generała Jerzego Kirchmayera i kmdr por. Szczepana Wacek. Dążono do wykazania powiązania ich ze Spychalskim i Gomółką[7]. W głównej sprawie Tatara nagłośnionej w mediach nie zapadł żaden wyrok śmierci, natomiast w tzw. sprawach odpryskowych, które były owiane tajemnicą było wiele wyroków śmierci, które zostały wykonane.

Jako odpryskowe możemy również potraktować liczne sprawy oficerów Marynarki Wojennej zajmujących najwyższe stanowiska tj. komandorów Mieszkowskiego, Wojcieszka Staniewicza, Przybyszewskiego, Kasperskiego, Kraszewskiego, którzy rzekomo mieli prowadzić zorganizowaną działalność konspiracyjną i szpiegowską[8].

Nasilający się terror oraz ogólne bardzo złe warunki życia i służby powodowały wiele przypadków prób dezercji marynarzy. W Kołobrzegu w 1949 r. odnotowujemy próbę ucieczki Wojciecha Suchockiego, który wraz z grupą kolegów zdobył łódź motorową i zamierzał popłynąć na Bornholm. Pechowo dla uciekinierów nie potrafili uruchomić silnika i zostali zmuszeni do odstąpienia od planu. Po kilku dniach zostali ujęci, a przywódca został skazany na karę śmierci, a jego koledzy na długoletnie więzienia. Inną ucieczkę w 1949 r. podjął ppor. Roman Kamiński, który w towarzystwie kilku osób cywilnych zastraszyli właściciela kutra, ale po wyjściu w morze zostali zatrzymani przez WOP. Kamiński został skazany na karę śmierci, którą zamieniono na dożywocie[9]. Wszystkie te przypadki były nagłaśniane wśród marynarzy, aby ich zniechęcić do podejmowania jakichkolwiek prób przedostania się za granicę.

Istotne znaczenie miały również bardzo trudne warunki w jakich przebywali marynarze, gdyż otrzymywany żołd był niewielki. Racje żywnościowe były niewystarczające dla młodych mężczyzn, którzy odczuwali niedostatek żywności, a nie mogli go sobie uzupełnić z powodu niskiego żołdu. Na początku 1951 r. było już wiadomo, że służba wojskowa w Marynarce wojennej zostanie przedłużona do 3 lat, a marynarze byli niepewni, czy zostaną objęci tym nowym obowiązkiem. Nastroje wśród marynarzy były złe.

 

Tajni informatorzy na pokładzie „Żurawia”

 

Informacja marynarki wojennej podejmowała działalność, aby na każdej jednostce pływającej umieścić tajnych informatorów. Na „Żurawiu” było ich trzech, przy czym bliższą wiedzę mamy o dwóch noszących pseudonimy „Zosia” i „Czapajew”, trzeci tajny informator był oficerem[10]. Zachowały się teczki personalne tajnych informatorów „Zosia” i „Czapajew”,  jest teczka pracy „Zosi” natomiast nie zachowała się teczka pracy „Czapajewa”.

Pozyskanie tajnego informatora o pseudonimie „Zosia” nastąpiło 24 kwietnia 1950 r. przez oficera informacji. Celem pozyskania było „naświetlenie oblicza moralno-etycznego wśród załogi ORP „Żuraw””[11]. TI[12] „Zosia” miał sygnalizować niedociągnięcia oraz ewentualne próby sabotażu. „Zosia” miał pozostawać na łączności rezydenta o pseudonimie „Jeleń”. Eugeniusz Kurczyński, który przyjął pseudonim „Zosia” był z zawodu górnikiem, skończył 6 klas szkoły podstawowej oraz 3 klasy  gimnazjum. Do marynarki wojennej trafił w 1948 r. mając 21 lat. We własnoręcznym zobowiązaniu napisał, że „zobowiązuje się dobrowolnie pracować z organami informacji W.P. w wykrywaniu elementów wrogich działających na szkodę demokratycznego państwa polskiego tak z pośród Polaków, jak i cudzoziemców”. Karta dotycząca pobranych wynagrodzeń pozostała niewypełniona. Oficer prowadzący odnotował, że z powodu częstego pobytu w morzu tylko raz spotkał się ze swoim informatorem. W połowie lipca 1951 r. kierowanie informatorem „Zosia” przejął porucznik Czyżyk, który zaokrętował na ORP „Żuraw” w trzeciej dekadzie lipca 1951 r.[13] Na okręcie ORP „Żuraw” Eugeniusz Kurczyński pełnił obowiązki elektryka i był w stopniu marynarza.

Drugim tajnym informatorem był Jerzy Czarniecki, który przyjął pseudonim „Czapajew”[14]. W czasie wojny jako młody chłopak (rocznik 1931) razem z całą rodziną współpracował z Armią Krajową pełniąc funkcję łącznika i przenosząc uzbrojenie. W 1945 r. ujawnił się i zaczął chodzić do szkoły nadrabiając zaległości spowodowane wojną. Wstąpił do „Wici”, a później do Z.M.P. W 1949 r. milicja w wyniku przeszukania znalazła u niego trzynaście sztuk amunicji do pistoletu, co dało pretekst do zwerbowania go na tajnego informatora[15]. Po powołaniu go do wojska w 1950 r. został przejęty przez Informację Marynarki Wojennej. Również i w jego przypadku karta z wykazem nagród, bądź wynagrodzeń jest pusta. Początkowo Jerzy Czarniecki służył w Ustce, gdzie przebywał przeszkolenie, a następnie trafił na ORP „Żuraw” w stopniu mata w charakterze miernika. W trakcie służby na „Żurawiu” oficer prowadzący spotkał się z nim tylko raz stwierdzając, ze wykorzystanie tajnego informatora „Czapajew” w rozpracowaniu AK i WIN są znikome, gdyż nie ma on dostępu do tego środowiska[16].

Teczka pracy tajnego informatora „Zosia” zawiera siedem pisemnych informacji w zdecydowanej większości pisanych osobiście przez Eugeniusza Kurczyńskiego[17]. Mają one szczególną wartość, albowiem opisuje on przypadki zachowań członków załogi „Żurawia” poprzedzających porwanie okrętu i ukazujących panującą atmosferę i poglądy wyrażane w jawny sposób wobec znacznej części załogi. Pierwsza relacja pochodzi z dnia 22 sierpnia 1950 r. i została spisana zgodnie z relacją rezydenta o pseudonimie „Mały”. „Zosia” przekazał mu, że obserwując od dłuższego czasu marynarza Krawczyka z ORP „Żuraw” zauważył, że jest on nieprzychylnie ustosunkowany do zajęć politycznych i na każdym kroku stara się podkreślić ich zbyteczność mówiąc „po co te zajęcia polityczne, tu człowiekowi mówią co innego, a właściwie to jest co innego, wszystko taka wielka bujda”. Mówił też „na zajęciach politycznych mówi się, że żołnierz po wyjściu z wojska ma pierwszeństwo w pracy, a tu jest tylko pierwszeństwo do głodu”. Słowa te wypowiadane były wobec wielu kolegów, co zdaniem „Zosi” zniechęca do pracy politycznej[18]. 6 grudnia 1950 r. „Zosia” sporządził doniesienie agenturalne z rozmowy ze starszym marynarzem Borgoszem, który wyrażał swoją niepewność co do Związku Radzieckiego mówiąc, że w razie wojny może sobie nie poradzić z imperialistami. Zauważył, że Związek Radzicki jest niby sojusznikiem, to po co pozabierał maszyny i urządzenia z fabryk w Andrychowie. Marynarz ten wyrażał niezadowolenie z trzyletniej służby w marynarce twierdząc, że marnuje się tylko w wojsku. Słyszeli to starszy marynarz Borta, starszy marynarz Pierścionek, starszy marynarz Czaban oraz mat Paprocki[19]. Na kilka dni przed ucieczką, tj. 26 lipca 1951 r. „Zosia” napisał „mat Gurbiel Ryszard, st. mar. Szopa, st. mar. Leśniak, st. mar Przybyła podrywają autorytet dowództwa przez dyskusję nad wydanymi rozkazami przełożonych. Dyskusje te odbywają się przeważnie w otoczeniu całej załogi, często na pomieszczeniu, czy też w zbiórce. Swoimi wypowiedziami na oficera politycznego, że to jest jeszcze dzieciaczek co go nauczyli na szkole to klepie, a w zasadzie jest ciemniak, podrywają jego autorytet. Ogólnie swoimi wypowiedziami i dyskusjami doprowadzili do tego, że dyscyplina na okręcie bardzo znacznie się obniżyła. Mat Gurbiel, ponieważ nie dostał przepustki, pomimo, że jest zetempowcem przestał całkowicie pracować społecznie i pokazuje swoje ja.”Przyjmujący meldunek porucznik Czyżyk stwierdził, że materiał świadczy o rozprężeniu dyscypliny na ORP „Żuraw” i zalecił dążyć do ustalenia co jest przyczyną niezadowolenia i jaki jest w tym cel. Tego samego dnia, tj. 26 lipca 1951 r. „Zosia” złożył następny agenturalny meldunek „Mat Dworzyński Władysław od samego początku przyjścia na okręt jest źle ustosunkowany do dowództwa oraz ustroju, co świadczy o tym  wypowiedź „dopuszczają do władzy dziadostwo i później rządzą jak się komu podoba” albo „po nocach człowiek musi jeździć żeby znów cały dzień  harować, a na śniadanie dadzą parę gram smalcu”. Było to powiedziane 26.07.51 r. na pokładzie po przyjeździe do Kołobrzegu . Innym razem mówił, że „w Zw. Radzieckim obecnie jest socjalizm, później będzie komunizm , a na koniec kupa dziadostwa”. Powiedziane to było na pomieszczeniu podofic. w obecności bsmat. Prochowiaka, bsmat. Paprockiego i mata Tutki. Pod adresem bosmata Paprockiego kiedy posprzeczali się na temat polityczny mat Dworzyński powiedział „zaczekaj jeszcze przyjdzie czas, że będziesz za te wszystkie swoje wybryki wisiał” też było to powiedziane na pomieszczeniu podofic.”[20] Z tego samego dnia pochodzi trzeci agenturalny meldunek, który był równie niepokojący, jak dwa pozostałe. Tajny informator „Zosia” pisał w nim, że marynarz Barańczak Henryk mówił, że zajęcia polityczne są niepotrzebna, wpajają komuś ciemnotę i myślą, że ktoś będzie wierzył. Wobec wszystkich mówił, że w wojsku jest wyzysk jakiego nie ma nigdzie, człowiek haruje od rana do nocy na parę złotych i trochę jedzenia. Co do pożyczki narodowej mówił, że państwo powinno jeszcze mnie dać, a nie żądać ode mnie, to świadczy o dziadostwie, a nie o rozwoju naszego państwa[21]. Mówił to w obecności całej załogi[22]. Porucznik Czyżyk stwierdził, ze materiał świadczy o negatywnym stosunku do obecnej rzeczywistości, nastroje wśród załogi ORP „Żuraw” są bardzo złe i bardzo naprężone, zajęcia polityczne w ogóle nie są prowadzone. Jako zadanie wskazał – zwracać uwagę na marynarzy, którzy najbardziej aktywnie wyrażają sprzeciw dyscyplinie oraz wrogo wypowiadają się o obecnej rzeczywistości. W przypadku, gdyby zaistniał fakt próby ucieczki za granicę, dążyć do uniemożliwienia jej przez uszkodzenie maszyny[23].

W informacji o stanie moralno-politycznym na ORP „Żuraw” z dnia 31 lipca 1951 roku por. Czyżyk powtórzył wszystkie doniesienia przekazane mu przez TI „Zosia”. Ponadto napisał, że wśród załogi panuje nastrój demobilizacyjny i krąży wersja, że do rezerwy po dwóch latach służby będą zwalniani ci, którzy najgorzej wywiązują się z obowiązków służbowych i dlatego też marynarze piją, spóźniają się z przepustek, samowolnie opuszczają stanowiska na okręcie. Wzorowi marynarze pozostaną w służbie na trzeci rok. Według por. Czyżyka sytuacja na okręcie jest pochodną pochodzenia społecznego, gdyż ok. 2/3 załogi to ludzie, których rodzice byli z sanacją lub okupantem niemieckim, tj. byli granatowymi policjantami, podoficerami zawodowymi, folksdojczami. Informacja zawiera również krytykę dowódcy ppor. Iwanowicza, który jakoby nie interesuje się życiem i wyszkoleniem załogi, a zastępca ds. liniowych st. bosm. Stanisław Sztoll stara się o demobilizację, gdyż 10 miesięcy temu skończyła mu się służba zawodowa, a nadal jest przetrzymywany na okręcie[24].

Dodatkową przyczyną pobytu por. Czyżyka na ORP „Żuraw”  było prowadzenie rozpoznania dowódcy ppor. Ignatowicza w ramach akt rozpracowania pojedynczego, gdyż w stosunku do innych osób żadne sprawy operacyjne nie były prowadzone[25]. 24 lipca 1951 r. por. Czyżyk sporządził informację o dowódcy okrętu hydrograficznego „Żuraw” ppor. Ignatowiczu Arkadiuszu. W meldunku tym opisał krótki życiorys rozpoznawanego[26]. Zarzuty por. Czyżyka sprowadzały się do tego, że cyt. „ppor. Ignatowicz w swoich wypowiedziach na tematy polityczne jest bardzo ostrożny o obecnej rzeczywistości w Polsce i o Związku Radzieckim wypowiada się raczej pozytywnie. Postępowanie to jest właściwie maską jego właściwego oblicza, ponieważ Ignatowicz z zadowoleniem wspomina czasy spędzone w Anglii i słucha radia angielskiego. Kiedy ministrem Obrony Narodowej został Marszałek Rokosowski ppor. Ignatowicz wyraził się w ten sposób „radio londyńskie mówiło, że dlatego Marszałek Rokosowski jest w Polsce niepopularny, gdyż był bezpośrednią przyczyną spalenia Warszawy, nie dał Warszawie pomocy. Jeżeli tak dalej pójdzie to ja znów szykuję się do swojej miejscowości na Syberii, bo w niedługim czasie będzie nam tam wolno jeździć, gdyż będziemy 17 republiką””

W podsumowaniu por. Czyżyk stwierdził, że ppor. Ignatowicz prowadzi się źle i stanowi jednostkę małowartościową i szkodliwą[27].

Pomimo tych wątpliwości w sposób oczywisty nie podjęto żadnych działań, aby przeciwdziałać ucieczce, a oficerowie po wypłynięciu z Kołobrzegu w morze zachowywali się w sposób całkowicie beztroski[28].

Rola TI „Zosia” i „Czapajew” w zbrojnym przejęciu okrętu były zdecydowanie odmienne. Jerzy Czarniecki był w siedmioosobowej grupie marynarzy i podoficerów, która zdobyła broń i opanowała okręt kierując go ku Szwecji. Jerzy Czarniecki był zdeterminowany od samego początku i dążył do opuszczenia kraju. Natomiast Eugeniusz Kurczyński zachowywał się w sposób bierny. Nie uchroniło to Eugeniusza Kurczyńskiego od aresztowania i skazania na długoletnie więzienie[29]. Zarzucano mu, że wspólnie z matem Władysławem Dworzyńskim, matem Zygmuntem Tutka, matem Ryszardem Gurbielą, matem Kazimierzem Borutą i matem Sylwestrem Lampertem w dniach 1 i 2 sierpnia 1951 r. przebywający na wodach Bałtyku O.R.P. HG-11 został opanowany i skierowany ku brzegom Szwecji przez siedmiu zbuntowanych marynarzy, a wymienieni oskarżeni mający swobodę poruszania się i wzajemnego porozumiewania się nie tylko nie przedsięwzięli żadnej czynności, która przyczyniałaby się do uśmierzenia buntu, lecz przeciwnie niezmuszeni do tego, okazali buntownikom pomoc w ucieczce za granicę, a więc i dopuszczenia się zdrady ojczyzny, a oskarżony Kurczyński pomógł buntownikowi Leśniakowi zawiązać obciętą przez tego ostatniego banderę, co miało zmylić w rozpoznaniu HG-11 załogi zbliżających się dwóch nieustalonych statków. Uznano więc Eugeniusza Kurczyńskiego za winnego popełnienia przestępstwa z art. 28 w zw. z art. 90 KKWP i za to Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni skazał go na 9 lat więzienia  z utratą praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 3 lata i przepadek całego mienia. Jerzy Czarniecki tak jak cała dwunastka, która pozostała w Szwecji został skazany na karę śmierci, konfiskatę całego majątku i utratę praw publicznych i honorowych praw obywatelskich na zawsze.

 

Oceniając przyczyny ucieczki niektórzy badacze stawiają tezę, że jedną z tych przyczyn był zły stan dyscypliny panującej na okręcie. Z rozkazów dziennych dowódcy ORP „Żuraw” za okres od 1 stycznia do 13 lipca 1951 r. wynika, że istotnie karano w różny sposób 18 razy, przy czym 13 razy ukarano marynarzy, którzy pozostali w Szwecji[30]. Należy jednak zauważyć, iż w przeważającej większości były to typowe przewinienia, które popełniają marynarze, tj. w siedmiu przypadkach za spóźniony powrót na okręt. Wacław Jabłoński został ukarany za używanie wulgarnych słów, co jest dziwne, gdyż wówczas w wojsku używanie słów wulgarnych było pewną normą. Dwa dni aresztu dla Wojciecha Pierścionka za gwizdanie podczas zajęć służbowych również nie świadczy o upadku dyscypliny, ale raczej należy to traktować w kategorii młodzieńczego wygłupu. Typowe przewinienie popełnił Henryk Szopa, który powrócił na okręt w stanie nietrzeźwym i nie wykonywał poleceń oficera dyżurnego, za co dostał 4 dni aresztu. Picie alkoholu przez marynarzy na przepustkach było normą i zazwyczaj nie karano za takie drobiazgi, a przypadek musiał być drastyczny. Bardziej istotne przewinienie popełnił Zbigniew Chycki, gdyż ukarano go 14-stoma dniami aresztu za złe pełnienie wachty i zejście z miejsca służby. Również podrywanie autorytetu przełożonych przez Wojciecha Pierścionka stanowi istotne przewinienie. Henryk Barańczak został ukarany czterema dniami aresztu za lekceważenie zarządzeń przełożonych i zajęć politycznych oraz za wulgarne wyrażanie się w obecności przełożonego i załogi na temat zarządzeń i zajęć politycznych. Henryk Barańczak otrzymywał również nagrody. W lutym 1951 r. nagrodzono go za naukę j. rosyjskiego, a w 25 marca otrzymał nagrodę za wykonanie remontu. Nagrodę taką otrzymali również Bogusz, Borta, Chycki, Przybylski, Lampert, Pierścionek, Sztyler i Jabłoński. Na korzyść Henryka Barańczaka przemawia okoliczność, że 6 czerwca 1951 r. został bibliotekarzem na okręcie, co świadczy o znacznym jego oczytaniu i wyróżnianiu się pod tym względem spośród pozostałych marynarzy. Grupę marynarzy wyróżniono również 21 maja 1951 r. za wykonanie remontu. Analiza rozkazów dziennych za pół roku poprzedzające ucieczkę świadczy, że stan dyscypliny na ORP „Żuraw” był przeciętny i typowy dla innych jednostek. W sprawozdaniu z kontroli pracy partyjno-politycznej w Marynarce Wojennej z dnia 5 września 1951 r. wskazano, że stan dyscypliny jest szczególnie niski za wyjątkiem ORP „Błyskawica”, którym dowodził kpt. Studziński. We wszystkich pozostałych jednostkach odnotowano częste wypadki odmawiania wykonania rozkazu, dyskusji nad rozkazami, ignorowanie podoficerów przez marynarzy, samowolne oddalenia, a nadto częste są wypadki pijaństwa. W sprawozdaniu tym podano liczne przypadki zatruć alkoholem, jak również zdarzeń spowodowanych alkoholem[31].

Przebieg wypadków według Sądu Marynarki Wojennej.

 

Istnieją poważne problemy badawcze, aby odtworzyć chronologię zdarzeń od chwili, gdy ORP „Żuraw” w dniu 1 sierpnia 1951 r. o godz. 17:57 rzucił cumy w Kołobrzeskim porcie i wyszedł w morze. Bezpośrednio po zdarzeniu żaden z jego uczestników nie złożył w sposób dobrowolny i bez przymusu pisemnej relacji[32]. W sposób oczywisty żaden z marynarzy, którzy powrócili do kraju nie napisał wspomnień, gdyż w większości zostali aresztowani. Pewnym wyjątkiem może być obszerna, pisemna relacja TI „Zosia”, czyli Kurczyńskiego spisana w dniu 6 sierpnia 1951 r.[33] Analiza tej relacji i porównanie jej z innymi źródłami wskazuje, że w miarę rzetelnie opisuje on wypadki zaistniałe 1 i 2 sierpnia 1951 r. na ORP „Żuraw”. Była dobra sposobność, aby przy okazji odtwarzania w latach 1991-1993 zniszczonych akt szczegółowo przesłuchać żyjących uczestników buntu, ale tego nie uczyniono[34]. Dostępne są relacje Jerzego Iwanowa i Zygmunta Bogumiła[35], ale ich wartość odnośnie odtworzenia wypadków jest niewielka, gdyż obaj byli zamknięci i nie widzieli co dzieje się na zewnątrz ich kabiny. Opublikowana jest również relacja Stefana Meliona, który jednakże z powodów zdrowotnych nie brał udziału w wypadkach 1-3 sierpnia 1951 r., bo w tym czasie przebywał na lądzie[36]. Bezpośrednio po zdarzeniu, gdyż 3 sierpnia 1951 r. opis stanu faktycznego złożyli w meldunku płk Jekiel, płk Graf, płk Lewkowicz, którzy wstępnie przesłuchiwali marynarzy, którzy powrócili do Gdyni[37].

W 2004 r. Piotr Semków pozyskał relacje uczestników Wacława Jabłońskiego i Janusza Sztylera i znajdują się one w jego posiadaniu[38].

Zapewne cennym źródłem byłyby zeznania świadków i wyjaśnienia podejrzanych złożone w toku śledztwa oraz przed sądem Marynarki Wojennej w Gdyni. Niestety akta te nie zachowały się, gdyż zostały zniszczone w 1984 r. Jedynym obszernym dokumentem jest tekst wyroku Sądu Marynarki Wojennej z dnia 4.09.1951 r. w sprawie Sm. 101/51[39]. Z uwagi na specyficzny język część uzasadnienia wyroku zasługuje na zacytowanie w całości z uwagami autora[40].

 

 

„Wszyscy oskarżeni wchodzili w skład załogi ORP HG – 11, który w dniu 1 sierpnia 1951 r. po wykonaniu swego zadania wyszedł z portu w Kołobrzegu do Gdyni. Ponadto w stan załogi zaokrętowani byli Szef Wydziału Pomiarowego Biura Hydrograficznego mar. woj. kmdr ppor. Iwanow, oficer tego wydziału chor. Gazda – nadto pracownik kontraktowy ob. Ćwikliński. Przed wyjściem okrętu w morze oskarżeni Barańczak, Leśniak, Taman, Jabłoński, Pierścionek, Czaniecki[41] i Cesarz zawiązali spisek mający na celu opanowanie okrętu i skierowanie go do Szwecji[42]. Spisek ten zawiązany został w nieustalonych bliżej okolicznościach, w każdym razie bezpośrednio przed opuszczeniem portu nastąpiło szczegółowe opracowanie planu zbrodniczej akcji i wykradzenie przez oskarżonego Barańczaka pomieszczonej w schowkach broni okrętowej mianowicie 6-ciu pistoletów[43], rozdali następnie uczestnikom spisku. Około godziny 19-tej ze zmianą kursu okrętu na tor główny do Gdyni zdrajcy[44] przystąpili do działania. Po spożyciu kolacji, oskarżony Barańczak w asyście oskarżonego Czanieckiego Jerzego i dwu innych zdrajców, zszedł do messy. Pod groźbą użycia broni, spiskowcy zamknęli w kabinie dowódcy okrętu odpoczywających tam kmdr ppor. Iwanowa, dowódcę okrętu ppor. Ignatowicza i jego z-cę do spraw politycznych ppor. Bogumiła. Przy kabinie tej pozostał uzbrojony w pistolet oskarżony Czaniecki, który po tym zmieniał się z oskarżonym Leśniakiem. W podobny sposób zdrajcy zamknęli w kreślarni chor. Gazdę i st. bosm. Przybylskiego i Pańkowskiego oraz pracownika kontraktowego Ćwiklińskiego. Wejście do kreślarni pilnował oskarżony Taman. Napotkanego na pokładzie pomocnika dowódcy okrętu st. bosmana Szolla herszt zdrajców Barańczak i towarzyszący mu spiskowcy sterroryzowali bronią i następnie zamknęli w umywalni. Izolowawszy w ten sposób dowództwo okrętu spiskowcy udali się na pomost. Na pomoście znajdowali się oskarżeni Sztyler i Dworzyński, którym Barańczak oznajmił o aresztowaniu dowództwa i zamyśle uprowadzenia okrętu do Szwecji. Nakazał on sternikowi Sztylerowi zmianę kursu na północ, a obserwatorowi Dworzyńskiemu, sprawować nadal obserwację.

Znajdujący się wówczas również na pomoście oskarżony Leśniak nadał do siłowni telegrafem maszynowym komendę „cała naprzód”, którą wykonali znajdujący się w niej spiskowcy Cesarz i Pierścionek. Oznajmili oni przebywającemu w siłowni gospodarzowi działu maszynowego oskarżonemu Prochownikowi zamiary bandy i Prochownik pozostawał w siłowni wykonując polecenia buntowników. W tym też mniej więcej czasie oskarżony Barańczak udał się do kabiny radio, w której pracował oskarżony Tutka, zajęty wymianą depesz z Kołobrzegiem.. Barańczak nakazał Tutce zaprzestania pracy, jednak Tutka nie zrozumiał i ukończywszy nadawanie depesz, zapytał o co chodzi. Barańczak oświadczył wtedy, że dowództwo zostało zamknięte i że okręt zmienił kurs na Szwecję; po odejściu Barańczaka przyszli do niej oskarżeni Kurczyński i Gurbiel nie należący do spisku, którzy potwierdzili wiadomości zakomunikowane przez Barańczaka Tutce. Po pewnym czasie wszedł do kabiny uczestnik spisku oskarżony Taman, któremu na jego żądanie Tutka oddał klucz od aparatu. Po tych wszystkich krokach, 7-miu spiskowców, z tego 6-ciu uzbrojonych w pistolety, a jeden mianowicie Jabłoński, w pistolet maszynowy, panowało nad okrętem nie napotykając na opór ze strony reszty załogi, to jest 23 osób, w tym, ze strony 16-tu osób posiadających pełną swobodę poruszania się po pokładzie, a które spotykały na pokładzie nie pełną ilość zdrajców, bo po części schodzili oni do pomieszczeń pod pokładem. Na wysokości Borholmu herszt zdrajców Barańczak nakazał sprowadzenie do kabiny nawigacyjnej zamkniętych w kreślarni świadka Gazdę i ob. Ćwiklińskiego, którzy mieli mu pomóc w nawigacji[45], w tym też czasie zdrajca Jabłoński spuścił znak dowódcy, a zdrajca Leśniak obciął rogi bandery upodabniając ją do bandery handlowej. Około godziny 8-mej rano okręt stanął na redzie portu szwedzkiego Ystad[46]. Podano sygnał wzywający pilota, a potem zdrajcy skorzystali z pomocy niebiorących udziału w spisku, spuścili łódź wiosłową w celu sprowadzenia pilota. Po drodze łódź napotkała motorówkę z pilotem, który wprowadził okręt do portu. W porcie herszt zdrajców oskarżony Barańczak wszczął agitację wśród tych, którzy nie należeli do spisku za pozostaniem ich w Szwecji. W rezultacie, oprócz zdrajców – spiskowców Barańczaka, Leśniaka, Tamana, Jabłońskiego, Pierścionka, Czanieckiego i Cesarza, pozostali w Szwecji oskarżeni, udziału w spisku nie biorący, mianowicie Przybyła Rudolf, Szopa Henryk, Sztyler Janusz, Chycki Zbigniew i Kłusak Eugeniusz.

Czynnikiem, który spowodował całkowite powiedzenie zamysłów spiskowców był fakt, że nikt z pośród tych, którzy nie wchodzili do spisku, nie posiadał broni i nie poczynił kroków, aby zawładnąć bronią; mianowicie karabinami i pistoletami maszynowymi znajdującymi się w messie pilnowanych przez jednego ze zdrajców, oraz amunicji znajdującej się w pomieszczeniu dziobowym, do którego nie należący do spisku mieli swobodny dostęp i z którego dostać się można było do kabiny zastępcy dowódcy  okrętu do spraw politycznych oraz do messy.

W szczególności w następujący sposób zachowała się niezbuntowana część załogi – w tym, stający przed sądem oskarżeni.

Na pomoście, jak już wspomniano, znajdował się zrazu oskarżony Dworzyński ze spiskowcem Jabłońskim i nie należącym do spisku, a pozostałym w Szwecji Sztylerem. Dworzyński prowadził obserwację i mimo obecności uzbrojonego Jabłońskiego mógł porozumiewać się ze Sztylerem. Gdy na pomost wszedł oskarżony Gurbiel, Jabłoński znalazł się wobec 3-ch osób nie należących do spisku, a więc istniała sytuacja, w której możliwym było obezwładnienie zdrajców i zapanowanie nad pokładem przy posiadaniu pistoletu maszynowego. Do tego jednak nie doszło[47].

Oskarżony Dworzyński wielokrotnie schodził z pomostu na pokład i mógłby poinformować nienależących do spisku podoficerów o możliwości owładnięcia na pomoście pistoletem maszynowym.

Jabłoński kilkakrotnie opuszczał pomost, zmieniając się z Barańczakiem. Gdy po minięciu Bornholmu na pomoście znajdowali się oskarżeni Dworzyński, Gurbiel i nie należący prócz nich do spisku Szopa i Sztyler, znajdował się tam również herszt zdrajców Barańczak, który trzymając w kieszeni broń, spowodował jej odpalenie i ranił się. Nie należący do spisku oskarżeni mieli wówczas możliwość rozbrojenia Barańczaka tak, że wszystkie momenty przemawiały na ich korzyść, możliwości tej jednak nie wykorzystali tak, jak nie została wykorzystana okazja owładnięcia bronią jeszcze przed tym, mianowicie w chwili gdy w pobliżu Bornholmu, wobec zauważenia obcych jednostek, Jabłoński ściągając znak dowódcy zdjął z ramienia i powiesił na haku od lornetki, pistolet maszynowy, a na pomoście znajdowali się wtedy Sztyler, Dworzyński, Gurbiel, po tym Kurczyński. Nawet po opuszczeniu znaku dowódcy, Jabłoński pozostawił pistolet maszynowy na haku, bo już po zejściu Dworzyńskiego na rufę widział to oskarżony Paprocki, który przed tym z Dworzyńskim na pomieszczeniu rufowym rozmawiał[48].

Jedną z pomyślnych okazji zgniecenia buntu mieli niewchodzący do spisku wtedy, gdy w kabinie nawigacyjnej znaleźli się Gazda, Ćwikliński i oskarżony Gurbiel, wśród których był tam oskarżony Barańczak, herszt spiskowców, trzymający broń w kieszeni. Oskarżony Gurbiel opuścił kabinę nawigacyjną i zjawił się tam oskarżony Kurczyński, a po nim znowu oskarżony Dworzyński. Po wyjściu oskarżonego Dworzyńskiego przyszedł do tej kabiny oskarżony Michalski.

Gdy radiotelegrafista oskarżony Tutka dowiedział się o zaistnieniu buntu, mógł pod nieobecność Barańczaka, posiadając łączność z Gdynią, wzywając okręt, nadać sygnał S.O.S., jeżeli nie podać nawet wiadomości o zaistnieniu buntu; a warto nadmienić, że okręt znajdował się wtedy jeszcze na kursie głównym względnie w jego pobliżu i to w zasięgu P.O. Gąski, a więc zlokalizowanie okrętu nie nastręczałoby dla Sztabu Mar. Woj. trudności. Oskarżony Tutka tego nie uczynił i nie wykorzystał jeszcze jednej możliwości, mianowicie nadania do Sztabu szyfrogramu i zawarcia w jego treści wiadomości o buncie wtedy mianowicie, gdy zwrócił się doń Barańczak, by dla zmylenia Sztabu nadać o oznaczonej porze szyfrogram. Zamiast tak uczynić, Tutka skierował Barańczaka po szyfry do dowódcy okrętu, czemu oczywiście Barańczak z obawy podstępu ze strony dowódcy odmówił[49].

Bosmat zawodowy Prochownik przebywający w siłowni, znalazł się w pewnej chwili sam na sam ze zdrajcą Pierścionkiem, a po tym nawet przybyli tam Dworzyński i Borta, przy których pomocy mógł Pierścionka obezwładnić. Nie dość, że tej możliwości nie wykorzystał, Prochownik mógł drogą prostej manipulacji zniszczyć przewody oliwienia lub dopływu paliwa i unieruchomić okręt[50].

Gdy w pobliży wyspy Bornholm do pomieszczenia rufowego Barańczak przyprowadził komandora podporucznika Iwanowa, znajdujący się tam oskarżeni  Paprocki, Michalski, Borgosza, Lampert i Gurbiel, w warunkach ciasnego pomieszczenia mogli obezwładnić Barańczaka – tego jednak nie uczynili[51].

Na redzie portu Ystad po zakotwiczeniu okrętu, spuszczono szalupę, do której weszło 3-ch spiskowców: Barańczak, Jabłoński i Cesarz. Łódź odeszła na odległość kilkuset metrów i znajdujący się na pokładzie Lampert, Dworzyński, Kurczyński, Paprocki, Prochownik, Borgosz i Borta mogli zawładnąć okrętem[52].

Zachowanie się oskarżonych poza wymienionymi momentami wyglądało następująco: gdy Dworzyński opuściwszy pomost udał się do pomieszczenia rufowego, na pytanie Paprockiego, co się stało, odparł w tym sensie, że nic się  nie stało tylko zmienili kurs na Szwecję, a na dalsze pytania zdziwionych tym Lamperta, Borgosza, Kłusek i Michalskiego wyraził się: „nie bójcie się co was to obchodzi”. Opuściwszy kabinę, Dworzyński udał się w pobliże kreślarni, tam, na próbę Pankowskiego o uwolnienie go z zamknięcia odparł, że uczynić tego nie może, bo nie jest buntownikiem[53]; w kabinie nawigacyjną opuścił Dworzyński z obywatelem Ćwiklińskim, którego zaprowadził na pomost, ten bowiem w związku z prośbą uczestniczenia w nawigacji ; chciał na pomoście poczynić potrzebne mu obserwacje[54]. Z pomostu nawigacyjnego, Dworzyński poszedł na pomieszczenie rufowe i tam spał do chwili, gdy obudził go Barańczak, na polecenie którego pomógł w kotwiczeniu okrętu na redzie szwedzkiego portu Ystadt. W porcie Ystad Dworzyński wyraził zgodę na wpisanie go do listy tych, którzy nie wracają do kraju, i dopiero na perswazję z-cy dowódcy okręt do spraw politycznych nie zszedł na ląd w Szwecji.

Oskarżony Tutka po opuszczeniu kabiny-radio swobodnie i bez przeszkód chodził po pokładzie. Gdy zwrócił się doń Borgosz przedstawiając potrzebę przeciwstawienia się zdrajcom oskarżony odparł, że nie widzi celowości oporu, bo jeżeli rzuci się na jednego, to drugi zdrajca strzeli w plecy[55]. Przebywał niedługo na pokładzie i udał się na nocny spoczynek, który przerwał mu Barańczak, wzywający oskarżonego do zajęcia miejsca w łodzi wiosłowej mającej udać się do portu w Ystadt po pilota. Tutka poszedł za wezwaniem Barańczaka, a po wejściu okrętu do portu, zapytany przez Barańczaka, czy pozostanie w Szwecji, odpowiedział twierdząco i został wpisany na listę tych, którzy do kraju nie powracali, Barańczak bowiem twierdził, że jako radio-telegrafista, Tutka będzie mu potrzebny[56].

Oskarżony Kurczyński gdy zszedł z pomostu, na którym zauważył wiszący na haku obok Jabłońskiego pistolet maszynowy, udał się na rufę. Tam zdrajca Leśniak obciąwszy róg bandery okrętu usiłował ją przywiązać do flaksztoku, a ponieważ czynił to nieumiejętnie, Kurczyński sam przywiązał zbezczeszczoną banderę odpowiednim węzłem, zamiast, co było możliwym zepchnąć za burtę zdrajcę[57]. Bezpośrednio po wybuchu buntu; gdy jako przewodniczącego ZMP nawiązywano z nim rozmowy na temat rozbrojenia zdrajców, oskarżony tylko wzruszył ramionami i odpowiedział, że nie wiadomo, jaka jest na okręcie sytuacja, i kto posiada broń[58]. Po pobycie na pokładzie i przywiązaniu bandery do faksztoku Kurczyński poszedł spać i spał do chwili, gdy okręt stanął na redzie.

Oskarżony Paprocki, który około godziny 20-tej zorientował się w sytuacji, informował Lamperta, Kłuska, Michalskiego i Borgosza o tym kto posiada broń; gdy Borgosz proponował rozpoczęcie akcji zmierzającej do rozbrojenia spiskowców, Paprocki zbył to śmiechem i wulgarnymi słowy dał do zrozumienia, że nie ma sensu usiłowania tego[59]. Chciał oskarżony co prawda wejść do siłowni, ale widząc tam Tamana, poszedł na pomieszczenia podoficerskie i tam spał z przerwą do godz. 23-ciej, gdy Barańczak przyprowadził kmdr. ppor. Iwanowa. Gdy okręt stał na kotwicy, Paprocki znalazł się sam na sam z rannym Barańczakiem w jednym pomieszczeniu, nie uczynił jednak niczego[60].

Oskarżony Gurbiel najwcześniej zorientowany był w całej sytuacji. Po opuszczeniu kabiny-radio, poszedł na pomieszczenie dziobowe, gdzie spotkał swego przyjaciela Szopę. Z pomieszczenia tego mógł dostać się do messy, w której poprzednio widział zdrajcę Czanieckiego, pilnującego kabiny dowódcy okrętu. Nie wykorzystał tej możliwości i nie informował o niej nikogo, na pomieszczeniu rufowym, na którym obecni byli Tutka, Kurczyński, Lampert i Borgosz tyle, że powiadomił kto ze zdrajców ma broń. Potem Gurbiel komunikował się na pokładzie z zamkniętymi w kreślarni podoficerami i z koleji, po pobycie na pomoście , udał się do pomieszczeń rufowych, skąd znów wyszedł na pokład[61]. Tu na polecenie Barańczaka sprowadził do kabiny nawigacyjnej wespół za zdrajcami Gazdę i Ćwiklińskiego. Po opuszczeniu kabiny nawigacyjnej pozostał na pokładzie i był już obecny przy odbijaniu szalupy. W porcie szwedzkim został zapisany na listę pozostających w Szwecji. Do kraju powrócił pod wpływem perswazji z-cy d-cy okrętu[62]. Oskarżony Borta po wyjściu z siłowni naradzał się na pomieszczeniu rufowym z 5-ma podoficerami nad możliwością zlikwidowania buntu, powróciwszy jednak na pokład, żadnych kroków nie poczynił. Po tym, przebywał pod pokładem do chwili odbicia szalupy. W porcie Ystad wyraził zgodę na wpisanie go na listę pozostających w Szwecji. Oskarżony Lampert nieomal przez cały czas był w kontakcie z niezbuntowaną częścią załogi, lecz nie usiłował wejść ani na pomost, ani do siłowni, oraz nie czynił użytku z wiadomości iż z pomieszczenia dziobowego dostać się można do pomieszczeń oficerskich. Na redzie portu Ystad pomógł zdrajcom w spuszczeniu szalupy[63]. Osk. Prochownik po opuszczeniu siłowni udał się w pobliże kreślarni i w rozmowie z Pankowskim mechanikiem maszyn oświadczył, że skończył wachtę za maszyny nie odpowiada i idzie spać, po czym poszedł na pomieszczenie rufowe do chwili, gdy okręt stanął na redzie portu Ystad[64]. Osk. Michalski radio-telegrafista, którego zmienił Tutka obudził się dopiero pod Bornholmem. Gdy zorientował się o w sytuacji zwrócił się do Tutki , aby mu dał klucz od radiostacji, chciał bowiem drogą radiową zawiadomić dowództwo  o buncie na okręcie, spotkał się jednak z kpinami Tutki, który uważał go za głupiego. Zszedłwszy na dół, na pomieszczenie rufowe, osk. Michalski wszedł do kabiny kmdr ppor. Iwanowa, którego pytał, jakby obezwładnić zdrajców. Wypędzony z tej kabiny przez Barańczaka, kłócił się z tymże. Na redzie portu Ystad, Barańczak zwrócił się doń, aby wsiadł do szalupy, na co Michalski w przekonaniu, że szalupa przywiezie przedstawicieli Polskich Władz Konsularnych, zgodził się, nie godząc się jednak w porcie na wpisanie go do listy pozostających w Szwecji[65]. Osk. Borgosz nie orientując się dobrze w sytuacji, zwracał się zdrajcy Tamana, przedstawiając, że należy rozbroić buntowników, a gdy spostrzegł, że ma do czynienia z buntownikiem, zwracał się kolejno ze swymi zamysłami do Tutki, Kurczyńskiego, Paprockiego, spotkał się jednak z odmową lub z kpinami. Gdy na pomieszczeniu rufowym wraz z Lampertem, w obecności innych i Jabłońskiego, o którym obecni nie wiedzieli, że jest buntownikiem, rozmawiał na temat obezwładnienia zdrajcy stojącego w messie. Jabłoński doniósł o tym Barańczakowi, który messę odpowiednio obstawił. Gdy Barańczak przyprowadził kmdr ppor. Iwanowa, Borgosz nie przejawił jednak inicjatywy obezwładnienia zdrajców, po tym otworzył drzwi od kabiny Iwanowa, które na polecenie tegoż z powrotem zamknął. Obojętna postawa osób zamkniętych w kreślarni, które nie skorzystały z okazji przedostania się włazem na pomieszczenie podoficerskie, zniechęciła Borgosza do dalszych usiłowań rozniecenia oporu[66].

Powyższe ustalonym zostało na podstawie wyjaśnień oskarżonych, zeznań świadków Gazdy i Gdańca[67], opinii biegłego kmdr por. Szmidta, oraz ujawnionych z akt sprawy dokumentów.

Ustalenia te zgodne są z całością wyjaśnień oskarżonych, wyjąwszy wyjaśnień oskarżonego Tutka, z których części, mianowicie jakoby Barańczak z kabiny nawigacyjnej obserwował go, uniemożliwiając nadawanie sygnałów, nie uwzględniono z tego powodu, że o tej okoliczności oskarżony w postępowaniu przygotowawczym nie wspominał, a inni oskarżeni tego w dostatecznym stopniu nie potwierdzili”[68].

Wyżej przedstawiony fragment uzasadnienia Sądu Marynarki Wojennej w sprawie Sm 101/51 wskazuje, że jest to dokument, który budzi liczne wątpliwości i zawiera przekłamania odnośnie ustaleń faktycznych. Natomiast w całości nie można się zgodzić z ocenami tego Sądu, które były podstawą rozstrzygnięć co do winy i kar wymierzonych oskarżonym.

 

Śledztwo

Ponieważ nie zachowały się akta spraw karnych sądowe, ani też prokuratorskie, nie można ustalić kiedy formalnie wszczęto śledztwo. Wiadomość o buncie ORP „Żuraw” i pozostaniu 12 marynarzy w Szwecji dotarła do organów Marynarki Wojennej w dniu 2 sierpnia ok. godz. 18:00 i od tego czasu możemy mówić o podjęciu czynności śledczych[69]. Łączność radiową z ORP „Żuraw” nawiązano w dniu 2.08.1951 r. ok. godz. 20:45 i uzyskano informację, że płynie kursem na Szczecin-Kołobrzeg. W dniu 2.08.1951 r. o północy wypłynął na spotkanie ORP „Błyskawica”, a rano wysłano samolot.[70] Z relacji Jerzego Iwanowa wynika, że oficerowie podjęli decyzję, aby nie płynąć bezpośrednio do Gdyni, ale posuwać się wzdłuż brzegu wykorzystując płycizny niebezpieczne dla niszczyciela. Równocześnie podawano do ORP „Błyskawica” pozycje znacznie odbiegające od rzeczywistych. Obawiano się, że zostaną aresztowani na pełnym morzy, co pozwoli stworzyć władzom dowolną historię. Nie wykluczano również zatopienia, gdyż zdawano sobie sprawę  z metod stosowanych przez Rosjan. W dniu 3 sierpnia 1951 r. ok. godz. 10:00  ORP „Żuraw” zacumował przy swoim zwykłym miejscu w porcie na Oksywiu[71]. Na pokład weszli oficerowie Informacji oraz Prokuratury Marynarki Wojennej z szefem kmdr Leonidem Azarkiewiczem. Przez kilkanaście godzin trwały przesłuchania marynarzy i oficerów. Następnego dnia na pokładzie ORP „Żuraw” toczyła się normalna służba. Tymczasem na najwyższych szczeblach władzy toczyła się dyskusja i spory co należy zrobić z marynarzami, którzy powrócili do kraju. Bolesław Bierut i Edward Ochab domagali się wymierzenia surowych kar. Członkowie Komisji Głównego Zarządu Politycznego WP Michał Jekiel i płk Zygmunt Blum postanowili, aby osądzić członków załogi pozostałych w Szwecji oraz oficerów, a pozostałą załogę ukarać dyscyplinarnie. Jeszcze łagodniejsze wnioski sformułował Przedstawiciel Naczelnej Prokuratury Wojskowej Kazimierz Graf, który uważał, że należy zaocznie osądzić jedynie uciekinierów[72].

Ostateczna decyzja zapadła 9 sierpnia 1951 r. na posiedzeniu Rady Wojennej Marynarki Wojennej. Gremium w składzie przewodniczący – kadm. Wiktor Czerokow, członkowie – kadm. Iwan Szylingowski, kmdr Józef Urbanowicz, kmdr Walenty Sidorkin, kmdr Leonid Azarkiewicz, kmdr por. Mikołaj Prystupa, kmdr por. Mirosław Nadelwicz, uznał, że wypadek jest najbardziej istotny w całej powojennej historii Marynarki Wojennej. Zwrócono uwagę na błędy w szkoleniu oficerów, którym nie wpojono honoru i ambicji żołnierskiej, a także patriotycznych postaw w obliczu wroga. Uzgodniono, że oprócz surowych kar należy wzmóc pracę wychowawczą wśród załóg okrętów, przeprowadzić odprawę z oficerami, zarządzić zebrania partyjne i ZMP, przede wszystkim jednak należy zweryfikować kadrę Marynarki Wojennej. 20 sierpnia 1951 r. powstała Komisja Personalna MON, która m.in. doprowadziła do tego, że minister zdegradował do stopnia marynarza i zwolnił do rezerwy chor. mar. Stanisława Gazdę, st. bosm. Jerzego Pańkowskiego i st. bosm. Czesława Przybylskiego[73].

Wcześniej, bo już 6 sierpnia 1951 r. aresztowano dowódcę ppor. Arkadiusza Ignatowicza i ppor. Zygmunta Bogumiła, a następnego dnia kmdr Jerzego Iwanowa. Aresztowano również 10 marynarzy i podoficerów z załogi ORP „Żuraw”[74]. Śledztwo prowadzono w budynku Informacji Marynarki Wojennej przy ulicy Świętojańskiej 9 w Gdyni. Stałą metodą było prowadzenie przesłuchań od godz. 18:00 do 6:00 rano. W tym czasie zmieniali się przesłuchujący, a podejrzani marynarze musieli cały czas stać. Po zakończeniu przesłuchania powracali do cel, gdzie nie mogli się położyć, ani siedzieć. Racje żywnościowe były głodowe. Po kilku dniach zaczęły im puchnąć nogi, a brak snu i totalne zmęczenie powodowało, że częstokroć tracili przytomność i nie rozumieli co się do nich mówi. Przesłuchujący znęcali się nad nimi psychicznie wyzywając ich od zdrajców, poniżając i upokarzając w różny sposób[75]. Śledczy przedstawiali coraz to inne wersje przebiegu wypadków i domagali się potwierdzenia. W trakcie przesłuchań nie było obrońców. Na zakończenie śledztwa podejrzanym nie pozwolono zapoznać się z aktami sprawy, tylko byli przymuszeni podpisać protokoły zaznajomienia się z aktami bez ich czytania. Ostatnie dni przed procesami spędzili w zwykłym więzieniu i potraktowano ich jak kryminalistów, a nie jak marynarzy.

 

Proces

            W pierwszej kolejności osądzono trzech aresztowanych oficerów, tj. Jerzego Iwanowa, Arkadiusza Ignatowicza i Zygmunta Bogumiła. Rozprawa miała charakter pokazowy, odbyła się 1 września 1951 r. w obecności ok. 300 słuchaczy Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni i kadry oficerskiej. Składowi przewodniczył mjr Celestyn Obst oskarżał Leonid Azarkiewicz, a obecny był również Generalny Prokurator Wojska Polskiego płk Stanisław Zarakowski. Jak wspomina Jerzy Iwanow oficerów przewieziono wprost z aresztu, nieogolonych w więziennych pasiakach. Oskarżonych wycofano z sali, kazano im umyć się i ogolić, a także ubrać w robocze marynarskie drelichy[76]. Przebieg rozprawy był z góry wyreżyserowany, gdyż nie pozwolono oskarżonym odpowiadać na pytania, a mogli odzywać się jedynie „tak” lub „nie”, ani też nie wolno im było zadawać świadkom pytanń. Arkadiusz Ignatowicz i Zygmunt Bogumił zostali oskarżeni z art. 106 KKWP[77] za oddanie okrętu bez walki. Jerzego Iwanowa oskarżono z art. 109 KKWP[78] za tchórzostwo w obliczu wroga[79]. Po kilkunastu godzinach procesu już po północy w dniu 2 września 1951 r. Sąd Marynarki Wojennej skazał Arkadiusza Ignatowicza na 15 lat więzienia, 5 lat pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych, konfiskatę mienia i degradację. Zygmunt Bogumił został skazany na 12 lat więzienia, 3 lata pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych, konfiskatę mienia i degradację, a Jerzy Iwanow na 15 lat więzienia, 5 lat pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych, konfiskatę mienia i degradację.

            Drugi proces odbył się w dniach 3 i 4 września 1951 r., również na terenie Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej i publicznie w obecności marynarzy i podoficerów. Podsądnymi było 22 marynarzy z czego 12 sądzono zaocznie. Również i w tej sprawie przewodniczącym składu orzekającego był kmdr ppor. Celestyn Obst, sędzia kpt. Kazimierz Jankowski i ławnik kmdr por. Jan Zawadka, oskarżał kmdr Leonard Azarkiewicz, a z urzędu bronili adwokaci Stanisław Jakitowicz, Maksymilian Roman, Bolesław Wiącek, Tadeusz Bruna, Jan Mecweldowski, Jerzy Łapicki, Józef Tarczewski. Postępowanie dowodowe przebiegało w taki sam sposób, tj. oskarżeni musieli odpowiadać na pytania „tak” lub „nie” oraz nie mogli zadawać pytań świadkom. Rozstrzygnięcie dotyczące marynarzy, którzy pozostali w Szwecji było jednoznaczne, gdyż uznano Henryka Barańczaka, Jerzego Leśniaka, Tadeusza Tamana, Wacława Jabłońskiego, Wojciecha Pierścionka, Jerzego Czanieckiego, Władysława Cesarza za winnych zbrodni z art. 1 § 1 i 3 Dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa[80], tj. , że w dniu 1 sierpnia 1951 r. wchodząc w skład załogi okrętu HG – 11, odbywającego rejs powrotny z Kołobrzegu do Gdyni, wspólnie i przy użyciu broni dopuścili się gwałtownego zamachu na jednostkę Sił Zbrojnych Polski i , mianowicie na okręt HG – 11 i jego dowództwo, a owładnąwszy okrętem skierowali go na wody terytorialne szwedzkie, i za to wymierzył im karę śmierci.

Ponadto tych siedmiu oskarżonych oraz Rudolf Przybyła, Henryk Szopa, Janusz Sztyler, Zbigniew Chycki i Eugeniusz Kłusek zostali uznani za winnych zbrodni stanu z art. 90 KKWP[81] popełnionej przez to, że działając na szkodę Państwa Polskiego w dniu 2 sierpnia 1951 r. zeszli z pokładu ORP – HG – 11 na teren Szwecji dopuszczając się zdrady Ojczyzny i za to skazał ich na karę śmierci. Sąd w stosunku do siedmiu sprawców wymierzył jako karę łączną, karę śmierci z utratą praw publicznych i obywatelskich praw honorowych  na zawsze wraz z przepadkiem całego mienia na rzecz Skarbu Państwa.

            Sąd Marynarki Wojennej uznał Władysława Dworzyńskiego, Zygmunta Tutkę, Eugeniusza Kurczyńskiego, Ryszarda Gurbiela, Kazimierza Borutę[82], Sylwestra Lemperta[83] winnych przestępstwa z art. 28 w zw. z art. 90 KKWP przez to, że gdy w dniach 1 i 2 sierpnia 1951 r. przebywający na wodach Bałtyku ORP – HG – 11 został opanowany i skierowany ku brzegom Szwecji przez siedmiu zbuntowanych marynarzy – wymienieni oskarżeni mając swobodę poruszania się i wzajemnego porozumiewania się nie tylko nie przedsięwzięli żadnej czynności, która przyczyniłaby się do uśmierzenia buntu, lecz przeciwnie, niezmuszeni do tego, okazali buntownikom pomoc w ucieczce zagranicę, a więc i dopuszczenia się zdrady Ojczyzny, a mianowicie osk. Dworzyński pełnił przez długi czas obserwację na pomoście, nadto pozwolił się wpisać na listę mających zamiar pozostać w Szwecji, osk. Tutka, Boruta i Gurbiel wpisali się na wspomnianą listę, osk. Tutka pomógł buntownikom w nawiązaniu łączności z pilotem szwedzkim przez wzięcie udziału w obsługiwaniu szalupy, skierowanej ze stojącego na redzie w porcie szwedzkim Ystad okrętu HG – 11, osk. Kurczyński pomógł buntownikowi Leśniakowi zawiązać obciętą przez tego ostatniego banderę, co miało zmylić załogi zbliżających się dwóch nieustalonych statków w rozpoznaniu HG – 11, zaś osk. Lempert pomógł w spuszczaniu szalupy, i za to skazał:

- Władysława Dworzyńskiego na 10 lat więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 5 lat i przepadkiem całego mienia,

- Zygmunta Tutkę na 10 lat więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 3 lata i przepadkiem całego mienia[84],

- Eugeniusza Kurczyńskiego na 9 lat więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 3 lata i przepadkiem całego mienia,

- Ryszarda Gurbiela na 7 lat więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 2 lata i przepadkiem całego mienia,

- Kazimierza Borutę na 5 lat więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 2 lata i przepadkiem całego mienia,

- Sylwestra Lemperta na 4 lata więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 1 rok i przepadkiem całego mienia.

            Ponadto Sąd uznał za winnych popełnienia przestępstwa z art. 142 § 1 KKWP[85] Ryszarda Paprockiego, Stanisława Prochownika, Mariana Michalskiego i Antoniego Borgosza winnych tego, że będąc podoficerami na ORP HG – 11, mając swobodę ruchu i porozumiewania się, bądź to z obawy o życie, bądź innych osobistych pobudek nie podjęli żadnego działania, zmierzającego do zdławienia powstałego na okręcie buntu części załogi i nie zorganizowali w tym kierunku części załogi niezbuntowaną, a tym samym nie wykonali czynów wynikających z ich przynależności do odrodzonego Wojska Polskiego i za to skazał:

- Ryszarda Paprockiego na 8 lat więzienia i degradację,

- Stanisława Prochownika na 7 lat więzienia i degradację,

- Mariana Michalskiego na 2 lata więzienia i degradację,

- Antoniego Borgosza Sąd od kary uwolnił[86].

Represje epoki stalinowskiej przybierały nieraz formy wprost absurdalne, których współcześni nie są w stanie zrozumieć i pojąć. Na poboczu głównych procesów przeciwko „zdrajcom” z ORP „Żuraw” odbyła się farsa śledztwa i wyroku sądowego Stefana Meliona, który przypomniał o swojej historii pisząc list do redaktora Wojciecha Święcickiego[87]. W liście opisał on swoją drogę do Marynarki Wojennej i związane z tym plany na przyszłość, aby po odbyciu służby zostać marynarzem floty handlowej. W czasie służby odbył kilka kursów i trafił na ORP „Żuraw”. Tu w wyniku nienagannej służby awansował na pierwszy stopień podoficerski marynarki Wojennej[88]. Mat Stefan Melion dostąpił również zaszczytu otrzymania odznaki Zasłużonego Żołnierza Specjalisty, a uroczystość ta odbyła się w Operze w Gdyni. Nie ulega wątpliwości, że mat Stefan Melion pełnił służbę wzorowo, ale pod koniec lipca 1951 r. zaczęła boleć go głowa i ucho, w którym pojawiła się ropa. Dowódca ppor. Iwanowicz w dniu 1.08.1951 r. rano skierował mata Stefana Meliona do lekarza w Koszalinie dla udzielenia mu pomocy medycznej. Podróż do Koszalina, poszukiwanie szpitala i zabiegi medyczne przeciągnęły się i mat Melion powrócił do Kołobrzegu, gdy okręt wyszedł już w morze. Mat Stefan Melion otrzymał więc rozkaz, aby udać się pociągiem do Gdyni i dołączyć tam do załogi. O spodziewanej godzinie okręt ORP „Żuraw” nie przybył do portu w Gdyni i nikt nie udzielił mu żadnej informacji. Dopiero 3 sierpnia 1951 r. okręt zawinął do portu i Stefan Melion dołączył do załogi. Szybko poinformowano go co się stało, a organy Informacji MW przystąpiły do intensywnego śledztwa. Stefan Melion tak jak pozostali marynarze z ORP „Żuraw” został aresztowany i poddany przesłuchaniom. Oczywiście nic nie mógł zeznać, bo go na statku nie było. Po dwóch tygodniach aresztu i wielu przesłuchaniach został zwolniony. Radość trwała zaledwie kilka dni, gdyż mat Stefan Melion ponownie został aresztowany. Przypuszczał, że powodem aresztowania była znaleziona kartka, na której Henryk Barańczak w marcu 1951 r. odnotował nowy numer służbowy Meliona, jego aktualny przydział w pełnieniu wacht oraz dopisał kilka obraźliwych słów pod adresem kadry dowódczej. Stefan Melion nie miał wiedzy, że w dniu 6.08.1951 r. doniesienie agenturalne złożył na niego TI „Zosia”. Stwierdził on, że początkowo był wzorowym marynarzem, ale po powrocie z kursu w Ustce stał się zarozumiały i zaczął podważać decyzje dowództwa i wykpiwać ich zarządzenia, twierdząc, że: „nasi oficerowie to są tumany jakich nie ma ciemniejszych w innych marynarkach”. „Zosia” donosił, że Melion zamiast mieszkać na rufie to wchodził w kontakty z marynarzami mieszkającymi na dziobie, tj. z Barańczakiem, Szopą, Pierścionkiem wdawał się często z nimi w rozmowy i popierał ich niesłuszne twierdzenia. Spowodowało to, że zaczął stronić od pracy w Z.M.P. Istotny incydent zaistniał, gdy jego rodzice przyjechali, żeby się z nim zobaczyć, a nie otrzymał przepustki. Spowodowało to frustrację Stefana Meliona, który powiedział, że: „oni mnie jeszcze popamiętają, ja im się jeszcze odwdzięczę za to wyjście i niech mi się nie ważą dawać jakiejś pracy, bo nie będą już mieli ze mnie korzyści”. „Zosia” stwierdził, że Melion od tego czasu był już źle ustosunkowany do dowództwa, a „Zosię” nazwał baranem i mięczakiem za próbę wyprowadzenia go na „dobre tory”[89].  Nie można więc wykluczyć, że agenturalne doniesienia TI „Zosia” było istotnym powodem uwięzienia i skazania Stefana Meliona.

Jak wspomina Stefan Melion poddany był 6 miesięcznemu śledztwu, po którym został skazany na 4 lata więzienia. Zarzucano mu, że był faktycznym przywódcą buntu pomimo, że nie brał udziału w rejsie, w którym doszło do ucieczki. W czasie przesłuchań oficerowie Informacji zarzucali Stefanowi Melionowi nie tylko zorganizowanie buntu na „Żurawiu”, ale również i to, że planował wyprowadzenie floty MW i oddanie jej w ręce Anglików[90].

Po wyroku Stefan Melion odbywał karę pracując w kopalni Sośnica na pokładzie 550 m pod ziemią. Po 8 miesiącach Stefan Melion usłyszał wyrok uniewinniający i został zwolniony z więzienia[91].

 

Postępowania odwoławcze i wykonanie kar.

W okresie od 8 do 12 września 1951 r. obrońcy skazanych w sprawie Sm. 101/51 złożyli rewizje do Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie. Sąd rozpoznał je na posiedzeniu w dniu 7 listopada 1951 r. i je w całości oddalił[92] Jedną rewizję sporządził prokurator Marynarki Wojennej na korzyść oskarżonego Lamperta. Najwyższy Sąd zmienił wyrok sądu I instancji, w części dotyczącej skazania Sylwestra Lamperta przez: „przyjęcie w miejsce błędnej kwalifikacji prawnej czynu z art. 28 kkWP w związku z art. 90 kkWP…kwalifikacji prawnej czynu z art. 142 § 1 kkWP w ten sposób popełnionego, że… w czasie gdy w dniach 1 i 2 sierpnia 1951 r. okręt HG-11 przebywający na wodach Bałtyku został opanowany i skierowany ku brzegom Szwecji przez siedmiu zbuntowanych marynarzy, mając swobodę ruchów i porozumiewania się z częścią niezbuntowanej załogi, nie podjął działania zmierzającego do uśmierzenia buntu i nie zorganizował w tym kierunku części załogi” – biorąc za podstawę wymiaru kary przepis art. 142 § kkWP i łagodząc karę do 2 lat więzienia i karę dodatkową degradacji[93]. Niestety nie dotarłem do dokumentów, tj. rewizji składanych w imieniu marynarzy skazanych zaocznie na kary śmierci. Z wyciągów z repertorium „S” Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni wynika, iż obrońcy składali rewizje od wyroku Sądu I instancji z dnia 4.09.1951 r. W dniu 8.09.1951 r. złożono rewizje odnośnie Kłuska, Chyckiego, Sztylera, Szopy, Przybyły[94], a w dniu 12. 09.1951 co do Cesarza, Czarnieckiego, Pierścio0nka, Jabłońskiego, Tamana, Leśniaka., Barańczaka[95]. Najwyższy Sąd Wojskowy postanowieniem z dnia 7 listopada 1951 r. wszystkie 12 rewizji oddalił i utrzymał w mocy wyrok Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni[96]. W dniu 22 listopada 1952 r. była ogłoszona amnestia[97] i skorzystał z niej Michalski oraz Lampert, którym w wyniku tej amnestii skrócono karę o połowę do 1 roku i w dniu 17 stycznia 1953 r. obaj opuścili więzienie[98]. W wyniku odwilży Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego z dnia 21.09.1955 r. (sygnatura Zg. 894/55) zmieniło kwalifikację prawną czynu oskarżonych Kazimierza Boruty, Eugeniusza Kurczyńskiego, Ryszarda Gurbiela, którzy byli skazani z art. 28 w zw. z art. 90 kkWP na art. 142 § 1 kkWP popełnionego przez to, że w dniach 1 i 2 sierpnia 1951 r. będąc podoficerami na okręcie ORP HG-11, mając swobodę ruchu i porozumiewania się, bądź z obawy o życie, bądź z innych osobistych pobudek nie podjęli żadnego działania zmierzającego do uśmierzenia powstałego na okręcie buntu części załogi i nie zorganizowali w tym celu pozostałej części załogi, a tym samym nie wykonali czynów wynikających z ich przynależności do Ludowego Wojska Polskiego. Po zastosowaniu Ustawy o amnestii z dnia 22.11.1952 r. złagodzono karę więzienia, a w konsekwencji zmniejszono im kary – Kazimierzowi Borucie do 3 lat i 4 miesięcy więzienia, Ryszardowi Gurbielowi do 4 lat i 8 miesięcy więzienia, Eugeniuszowi Kurczyńskiemu do 2 lat i 8 miesięcy więzienia. Z tych przyczyn skazani opuścili więzienie – Boruta 29 listopada 1954 r., Gurbiel 25 czerwca 1955 r.[99] i Kurczyński 26 kwietnia 1954 r.

W stosunku do Kurczyńskiego i Tutki postanowieniem Prokuratury Marynarki Wojennej z dnia 2.05.1956 r. na podstawie ustawy o amnestii z dnia 27.04.1956 r. karę 10 lat więzienia złagodzono Kurczyńskiemu o połowę do 5 lat więzienia i skrócono czas utraty praw publicznych i obywatelskich praw honorowych do 2 lat i 6 miesięcy, a Tutce karę 10 lat więzienia skrócono o połowę do 5 lat więzienia i skrócono czas utraty praw publicznych i obywatelskich praw honorowych do 1 roku i 6 miesięcy. Kurczyńskiego i Tutkę warunkowo zwolniono, przy czym brak jest daty zwolnienia, ale należy przypuszczać, że nastąpiło to w dacie wydania postanowienia o zastosowaniu amnestii lub w ciągu kilku najbliższych dni[100].

Odnośnie Paprockiego i Prochownika Prokurator Marynarki Wojennej postanowieniem z dnia 10.04.1953 r. na mocy amnestii z 22.11.1952 r. złagodził Paprockiemu karę 8 lat więzienia o 1/3 do 5 lat i 4 miesięcy więzienia, a Prochownikowi złagodził karę 7 lat więzienia o 1/3 do 4 lat i 8 miesięcy więzienia, a następnie obaj zostali warunkowo zwolnieni, ale data ich zwolnienia jest nieznana[101].

Wszystkim skazanym, którzy powrócili do kraju zatarto skazania. Dotarłem do tylko jednego dokumentu w tym zakresie dotyczącego Kurczyńskiego, któremu zatarto skazanie 28 lutego 1976 r.[102] Z relacji innych skazanych wynika, że zatarcie skazania w ich przypadku nastąpiło już w 1966 r.

 

 

Rehabilitacje i zadośćuczynienie.

            Przełom października 1956 r. spowodował, że więźniowie polityczni odzyskali wolność. 13 marynarzy (marynarzami byli również podoficerowie i oficerowie), którzy powrócili do kraju przyprowadzając ORP „Żuraw” opuściło więzienie w różnym czasie, a ostatni po amnestii z kwietnia 1956 r. W 1955 r. sprawa marynarzy „Żurawia” powróciła na wokandę wskutek rewizji nadzwyczajnej Prezesa Najwyższego Sądy Wojskowego. Zgromadzenie Ogólne Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego, w dniu 21.09.1955 r., (sygn. akt Zg. Og. 894/5) w pierwotnym wyroku Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni i zmieniło kwalifikację prawną na łagodniejszą, tj. na art. 142 § 1 KKWP i stosownie obniżono kary  w wyniku czego marynarze „Żurawia” opuścili więzienie. Żaden z nich nie doczekał się jednak rehabilitacji i unieważnienia wyroku i nadal traktowani byli jako osoby niepewne, nad którymi należy sprawować nadzór, a także szykanować przy nadarzających się okazjach. Sytuacji tej nie zmieniło formalne zatarcie skazania, które następuje po 15, 20, czy 25 latach w zależności od wymierzonej kary. Pierwsza próba uniewinnienia 5 marynarzy, tj. Boruty, Kurczyńskiego, Gurbiela, Lamperta, Michalskiego podjął płk Stanisław Przyjemski, prokurator wojskowy w Oddziale Sądowo-Rewizyjnym Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który w 1982 r. sporządził projekt rewizji nadzwyczajnej wykazując , że wyżej wymienieni skazani zostali w wyniku błędu w ustaleniach faktycznych i byli niewinni, gdyż nie popełnili zarzucanych im czynów. Ponieważ jednak przełożeni doszli do wniosku, że nie można po raz drugi składać rewizji nadzwyczajnej projektowi nie nadano formalnego biegu[103].

Należy podkreślić, że do lat 90.tych 12 wyroków kar śmierci na marynarzy „Żurawia” obowiązywały, nie nastąpiły zatarcia skazania i nikt nie odwołał listów gończych z 13 grudnia 1951 r. Żaden z 12 uciekinierów nawet nie próbował przyjechać do Polski, a ich kontakty z rodzinami były utrudnione.

Sytuacja uległa radykalnej zmianie wraz z upadkiem realnego socjalizmu. W dniu 23 lutego 1991 r. Sejm uchwalił ustawę o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego (Dz. U. nr 34 poz. 149)[104].

Koło Starych Gdynian reprezentowane przez Prezesa kmdr ppor. rez. Edwarda Sas Obertyńskiego jako pierwsze zainteresowało się rehabilitacją marynarzy z „Żurawia”, wystosowało w tej sprawie list do Naczelnego Prokuratora Wojskowego w Warszawie[105]. W dniu 3 marca 1992 r. prokurator Marynarki Wojennej złożył wniosek do Sądu Marynarki Wojennej o wszczęcie postępowania o odtworzenie akt, gdyż okazało się, że 1984 r. zostały one zniszczone[106], Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni wszczął to postępowanie i odtworzył akta w stosunku do wszystkich 12 skazanych na karę śmierci. Sąd uznał, że można odtworzyć akta w zakresie kserokopii wyroku Sądu Marynarki Wojennej z dnia 4 września 1951 r. oraz z repertoriów sądowych dotyczących poszczególnych skazanych[107] i w dniu 6.04.1992 r. wydał 12 postanowień o odtworzeniu zniszczonych akt[108]. Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni wydał szereg innych postanowień o odtworzeniu zniszczonych akt Sm 101/51:

- w dniu 28.08.1991 r. w stosunku do Kazimierza Boruty,

- w dniu 8.11.1991 r. w stosunku do Eugeniusza Kurczyńskiego,

- w dniu 9.09.1992 r. w stosunku do Władysława Dworzyńskiego, Ryszarda Gurbiela, Sylwestra Lamperta, Ryszarda Paprockiego, Stanisława Prochownika, Mariana Michalskiego i Zygmunta Tutki[109].

We wszystkich tych sprawach Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni uznał, że akta można odtworzyć jedynie w zakresie wyroku oraz zapisów w repertorium sądowym, a w pozostałej części odtworzenie jest niemożliwe. Z tym stanowiskiem nie sposób się zgodzić. W toku postępowań o odtworzenie akt Sąd przesłuchał jedynie Kurczyńskiego i Michalskiego, a wielu żyjących wówczas skazanych nie przesłuch, a pomimo, że miał takie możliwości. Nie odtworzono akt w zakresie wyroku Najwyższego Sądu Wojskowego, który wydał postanowienie w dniu 7.11.1951 r. o oddaleniu apelacji, jak również postanowienia Zgromadzenia Ogólnego Najwyższego Sądu Wojskowego z 1955 r., który rozpoznawał rewizję nadzwyczajną na korzyść marynarzy „Żurawia”. Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni nie ustalił również czy zachowały się akta podręczne, czy też kontrolne Prokuratury Marynarki Wojennej w Gdyni, ale na pewno zachowały się repertoria Prokuratury. Możliwe było wykonanie szeregu innych czynności dla pełniejszego odtworzenia akt, ale tego nie zrobiono[110].

Odtworzone w tak fragmentaryczny sposób akta dały możliwość unieważnienia wyroków. W 1992 r. Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy na podstawie cytowanej ustawy z dnia 23 lutego 1991 r. unieważnił wyroki w stosunku do Eugeniusza Kurczyńskiego, Kazimierza Boruty, Zygmunta Tutki, Władysława Dworzyńskiego, Ryszarda Paprockiego, Stanisława Prochownika.  W stosunku do pozostałych skazanych marynarzy „Żurawia” sprawy się przeciągały, gdyż wnioskodawca nie był w stanie podać aktualnych adresów skazanych marynarzy „Żurawia”. Procedura jednoznacznie przewidywała, że skazani mieli prawo uczestniczyć w posiedzeniu o unieważnienie ich wyroku.

W dniu 17 stycznia 1994 r. zapadło kuriozalne postanowienie Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy,  który odmówił unieważnienia wyroku w stosunku do Sylwestra Lamperta (sygnatura akt Cs Un 274/92). W postępowaniu zażaleniowym postanowienie to uchylił Sąd Najwyższy Izba Wojskowa w dniu 22 marca 1994 r. i uznał za nieważny wyrok Sądu Marynarki Wojennej z dnia 4.09.1951 r. w stosunku do Sylwestra Lamperta. Szanując autorytet Sądu Najwyższego Izba Wojskowa, Sąd POW w Bydgoszczy wydał w stosunku do pozostałych skazanych marynarzy „Żurawia” postanowienia o uznaniu ich wyroków za nieważne, gdyż działali na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego.

Wyjątkiem była sprawa Mariana Michalskiego (sygn. akt Cs Un 271/92), gdyż postanowieniem z dnia 6 grudnia 1993 r. Sąd POW w Bydgoszczy nie uwzględnił wniosków Prokuratury i Mariana Michalskiego o uznanie za nieważne wyroku z 4.09.1951 r.[111].

Od postanowienia tego rewizję nadzwyczajną złożył Prezes Sądu Najwyższego wskazując m.in., że w innych podobnych sprawach marynarzy „Żurawia” nastąpiło stwierdzenie nieważności wyroków, a rewizja nadzwyczajna służy zapewnieniu jednolitości orzeczeń sądów[112]. Sąd Najwyższy Izba Wojskowa w składzie trzyosobowym wyrokiem z dnia 17 lutego 1995 r. (WRN 15/95) uznał rewizję za niezasadną i ją oddalił[113].

Naczelny Prokurator Wojskowy złożył w Sądzie Najwyższym Izba Wojskowa kolejną rewizję nadzwyczajną na korzyść Mariana Michalskiego zarzucając naruszenie prawa materialnego art. 142 § 1 KKWP przez przyjęcie, że Michalski dopuścił się popełnienia tego czynu, podczas, gdy swoim zachowaniem nie wypełnił ustawowych znamion tego przestępstwa i wnosił o jego uniewinnienie[114].

Sąd Najwyższy Izba Wojskowa w składzie siedmioosobowym w wyroku z dnia 27 czerwca 1995 r. (WRN 58/95) uwzględnił rewizję nadzwyczajną i uniewinnił Mariana Michalskiego od popełnienia przypisanego mu czynu[115]. Różnica pomiędzy unieważnieniem wyroku na mocy ustawy z dnia 23 lutego 1991 r., a uniewinnieniem co miało miejsce w przypadku Michalskiego polega na tym, że osoby, którym wyrok unieważniono mogły na mocy art. 8 ust. 1 ustawy z dnia 23 lutego 1991 r. dochodzić od Skarbu Państwa odszkodowania za poniesioną szkodę i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę wynikłą z wydania takiego orzeczenia. Natomiast osobie, którą uniewinniono przysługuje roszczenie odszkodowawcze od Skarbu Państwa na zasadach ogólnych przewidzianych w Kodeksie postępowania karnego. Niewątpliwie łatwiejsze było i jest uzyskanie odszkodowania i zadośćuczynienia na mocy ustawy z dnia 23 lutego 1991 r. Marynarze z „Żurawia”, którym unieważniono wyroki w większości skorzystali z tej drogi i dochodzili przed sądami wojskowymi odszkodowania i zadośćuczynienia[116].

            Dla przykładu przytoczę dwie sprawy dotyczące marynarzy „Żurawia” pod sygnaturami Żo Un 35/94 Sądu POW w Bydgoszczy oraz Żo Un 7/97 Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu. W pierwszej z tych spraw skazany był pozbawiony wolności przez 17 miesięcy. Sąd wyliczył jakie są przeciętne zarobki na stanowisku, które mógłby sprawować skazany i wyliczył w ten sposób odszkodowanie, ale odjął kwotę, którą wypłacono skazanemu przy opuszczeniu zakładu pracy z tytułu wynagrodzenia za pracę w czasie pobytu w więzieniu.

Co do zadośćuczynienia Sąd uwzględnił okoliczność, że wnioskodawca był niewłaściwie traktowany w śledztwie, a przesłuchiwano go po nocach uniemożliwiając sen. Przez większą część kary pracował on w kopalni jako górnik w trudnych warunkach i nie był do niej przygotowany. Sąd uznał, że kwota 380 zł tytułem zadośćuczynienia za jeden miesiąc odbywania kara jest adekwatna do cierpień (razem zasądzono tytułem zadośćuczynienia 6.400,00 zł, a tytułem odszkodowania 3.933,00 zł).

W drugiej sprawie skazany odbywał karę przez ponad 46 miesięcy. Sąd ustalił, że średnie wynagrodzenie w 1997 r., a więc w chwili orzekania wynosiło 1.008,03 zł za jeden miesiąc i po przemnożeniu daje kwotę ponad 46.000 zł i taką kwotę zasądził. Odnośnie zadośćuczynienia Sąd przyjął, że w czasie śledztwa wnioskodawca przebywał w celi, w której znajdowała się woda, był wielokrotnie bity, znieważany i umieszczany w tzw. karcerze. W czasie odbywania kary pracował w kamieniołomach, gdzie zmuszano go do pracy ponad jego siły[117]. Sąd podkreślił, że krzywd fizycznych i psychicznych, których doznał skazany w więzieniu nie da się w prosty sposób przeliczyć na pieniądze i nie istnieje skala wartości, na podstawie której można by było ją zobiektywizować, ani wycenić. Sąd przyjął, że odpowiednia będzie kwota 19.000 zł za 46 miesięcy cierpień z tytułu pobytu w więzieniu i katorżniczej pracy[118].

 

Uciekinierzy i ich rodziny na celowniku służb.

W różnych dokumentach wytwarzanych przez Informację Marynarki Wojenny, bądź prokuraturę, czy też sąd osoby, które pozostały w Szwecji, lub które nawet nie przyłączyły się do buntu, ale zachowały bierną postawę określani są jednoznacznie jako „zdrajcy”. Stalinowski system „sprawiedliwości” przewidywał, że nie wystarczy ukarać samego zdrajcę, ale uznawano, że odpowiedzialność ponoszą również członkowie rodziny – rodzice, którzy go źle wychowali, a rodzeństwo, że mogło udzielać wsparcia „zdrajcy”. Już 9 sierpnia 1951 r., a więc zanim osądzono formalnie uciekinierów Dyrektor Departamentu Śledczego MBP pułkownik Różański wydał polecenie aresztowania członków rodzin „zdrajców” pod zarzutem pomocnictwa do nielegalnego przekroczenia granicy, tj. o przestępstwa z art. 27 k.k. w zw. z art. 23 Rozporządzenia Prezydenta RP o granicach:

  1. Z rodziny Henryka Barańczaka – ojca Mariana, byłego policjanta granatowego.
  2. Z rodziny Wacława Jabłońskiego – ojca Tomasza, rolnika.
  3. Z rodziny Władysława Cesarza – stryja Józefa, referenta technicznego PKS oraz siostrę Stefanię.
  4. Z rodziny Jerzego Leśniaka – ojca Wawrzyńca, stolarza w Spółdzielni Pracy.
  5. Z rodziny Jerzego Czarnieckiego – ojca Bronisława, byłego członka AK, aresztowanego w październiku 1945 r. i zwolnionego, z zawodu kolejarza, matkę Weronikę, brata Tadeusza.
  6. Z rodziny Henryka Szopy – ojca Adama, byłego przodownika policji, magazyniera w kopalni, matkę Paulinę, kierowniczkę stołówki, brata Jana.
  7. Z rodziny Wojciecha Pierścionka – ojca Michała, kelnera, siostrę Halinę, magazynierkę, siostrę Barbarę, rachmistrza.
  8. Z rodziny Mariusza Sztylera – ojca Mieczysława, pracownika umysłowego, matkę Apolonię, pracownika umysłowego.
  9. Z rodziny Tadeusza Tamana – wuja Józefa Makrockiego, dozorcę.

Wskazano w rozkazie, że nie ustalono członków bliższej rodziny dezerterów Zbigniewa Hyckiego, Eugeniusza Kłuska oraz Adolfa Przybyły[119].

Pułkownik Różański wystosował do Szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Katowicach w sierpniu 1951 r. polecenie aresztowania członków rodzin zbiegłych za granicę  Henryka Szopę i Wojciecha Pierścionka, tj. Adama Szopę, Paulinę Szopę, Jana Szopę, Michała Pierścionka, Halinę Pierścionek, Barbarę Pierścionek. Pułkownik Różański powołując się na polecenie wiceministra generała Mietkowskiego polecił ponadto przeprowadzić w domach aresztowanych szczegółowych rewizji w celu znalezienia korespondencji. Aresztowanych należało przesłuchiwać na okoliczności krewnych i znajomych zamieszkałych za granicą oraz przygotowań Henryka Szopy i Wojciecha Pierścionka do ucieczki za granicę. W załączeniu pułkownik Różański przesłał postanowienia wydane przez prokuraturę o aresztowaniu[120].

Aresztowanie członków rodziny nie kończyło się wyrokiem. Marian – ojciec Henryka Barańczaka po aresztowaniu siedział 3 lata w więzieniu w obozie pracy bez jakiegokolwiek wyroku. Argumentowano, że spotykają go te represje za złe wychowanie syna. Cieżka praca spowodowała, że Marian Barańczak zachorował, co spowodowało jego zwolnienie w 1954 r. z powodu złego stanu zdrowia. Pozostała rodzina Henryka Barańczaka poddawana była do 1981 r. ustawicznej inwigilacji i prześladowaniom. Wielokrotnie poddawani byli przesłuchiwaniom i odbywało się to raz w miesiącu. Zadawano ciągle te same pytania kto odwiedzał, z kim się spotykali. Cała rodzina miała problemy ze znalezieniem pracy, a SB wprost nakazywało, aby ich z pracy wyrzucać. Były różnorodne inne szykany, jak np. nie wydawano zezwolenia na budowę. Rodzina żyła w ciągłym niedostatku, a pomoc Henryka Barańczaka była sporadyczna oraz niewielkich rozmiarów[121].

            Bezpośrednio po ucieczce Wydział I Zarządu Informacji Marynarki Wojennej wszczęła 11 spraw agenturalnych poszukiwawczych wobec osób, które pozostały za granicą[122]. W tym zakresie Informacja MW współpracowała ściśle z urzędami UB właściwymi dla miejsca zamieszkania uciekinierów[123]. W notatce major J. Kalisz przedstawia stan działań operacyjnych i ustaleń we wszystkich tych sprawach, których dokonano do sierpnia 1955 roku.

Odnośnie  Jerzego Czarnieckiego stwierdzono, że przebywa on w Kanadzie i nawiązał kontakt korespondencyjny z rodziną w kraju. Nie uczynił tego bezpośrednio obawiając się (słusznie) przechwycenia listu przez UB, ale posłużył się wybiegiem. Najprawdopodobniej przebywając w Kanadzie zetknął się z małżeństwem Rębaczow. List podpisał jako Rębaczow i wysłał go do pani Szulc, która mieszkała w Gdyni w mieszkaniu swojej siostry, która wyjechała do Kanady ze swoim mężem. Rębaczow służył w czasie wojny na statkach handlowych i pozostał na emigracji, a następnie ściągnął żonę. List był przeznaczony dla ojca uciekiniera.

Janusz Sztyler również mieszkał w Kanadzie, ustalono to w oparciu o list Marii Zakrzewskiej kierowany do rodziny uciekiniera. Z listu tego wynikało, że Sztyler prowadzi się niewłaściwie.

Jerzy Leśniak wysłał list z Kanady do swojej rodziny w kraju podpisując się jako Leszek Morski. Analiza tego listu doprowadziła do wniosku, że napisał to bezpośredno Jerzy Leśniak. Było kilka listów przychodzących na adres matki Jerzego Leśniaka, lecz przeznaczone dla Zosi, której UB dotychczas nie ustaliło.

Autor notatki relacjonuje, że Henryk Szopa mieszka także w Kanadzie, gdyż wynika to z listów przesyłanych do rodziny mieszkającej w Polsce. W listach tych donosił, że ożenił się w Kanadzie i został ojcem jednego dziecka. Ustalono również, że jego brat Jan Szopa pełnił służbę wojskową, ale nie został poddany agenturalnej obserwacji, co należy niezwłocznie uczynić.

Rudolf Przybyła utrzymuje z rodziną mieszkającą w kraju kontakt listowny. Listy są wysyłane z Kanady. Uciekinier pisze, że mieszka ze swoim bratem Ottonem, który w 1952 r. uciekł z Polski. Prowadzą gospodarstwo rolne, a dodatkowo trudnią się handlem.

Henryk Barańczak do 1953 r.  przebywał w Szwecji, a następnie w sposób nielegalny przybył do USA, gdzie w Nowym Jorku został zatrzymany przez władze amerykańskie i osadzony w obozie. Istniała korespondencja władz amerykańskich z konsulatem polskim w sprawie deportacji Barańczaka do kraju. Nie doszła ona do skutku i Barańczak pozostał na terenie USA. W lutym 1954 r. Barańczak przysłał z USA list do rodziny[124].  Starano się uzyskać dokładne dane dotyczące jego miejsca pobytu. UB zamierzało zwerbować i wykorzystać kapitana Eislera z Marynarki Wojennej, który pochodził z tej samej wioski, którą zamieszkuje rodzina Barańczaka, nadto Eisler dobrze zna jego brata. Oficer informacji Wydziału I Zarządu Informacji Marynarki Wojennej ppor. Jedruch przeprowadził z nim rozmowę wstępną pod pretekstem przeniesienia go do sztabu głównego Marynarki Wojennej. W trakcie rozmowy na temat rodziny, znajomych kapitan Eisler nie podał nazwiska Barańczaka, o którego konkretnie nie był pytany. W trakcie rozpracowania ustalono, że Eisler jest wrogo ustosunkowany do PRL i ZSRR. Ojciec był „dwójkarzem”, a jego teść był przedwojennym pułkownikiem zwolnionym w 1953 r. z Wojska Polskiego. Zrezygnowano więc z werbunku kapitana Eislera i poddano go agenturalnej obserwacji.

Tadeusz Taman na terenie Polski powojennej nie miał żadnych krewnych, gdyż pochodził z kresów i tam pozostała jego rodzina. Zalecono więc ustalenie rodziny uciekiniera na terenie ZSRR i powiadomienie władz radzieckich o dokonanej przez Tamana zdradzie.

Odnośnie Wacława Jabłońskiego przechwycono listy, których nadawcą był Jabłoński zamieszkały w USA, który pisał do rodziny uciekiniera. Początkowo przypuszczano, że ich nadawcą jest uciekinier, ale w wyniku dodatkowych sprawdzeń ustalono, że ojciec uciekiniera brał udział w wojnie z Niemcami w 1939 r. i po wojnie do kraju nie powrócił. Treść listów wskazywała, że nadawcą nie jest Wacław Jabłoński, ale jego ojciec. Miejsce pobytu Wacława Jabłońskiego pozostało nieznane.

Autor notatki ubolewał, że do chwili obecnej (tj. do sierpnia 1955 r.) nie uzyskano żadnych danych o miejscu pobytu Zbigniewa Chyckiego, Tadeusza Tamana, Władysława Cesarza i Wacława Jabłońskiego. Aby dotrzeć do tych osób, ustalono, że Barańczak i Leśniak nawiązali kontakt z marynarzami polskiego statku „Kraków”, który zawinął do portu szwedzkiego Vasteras. Okoliczność ta zachęciła, aby umieścić agenturę na statkach pływających do Szwecji w celu nawiązania kontaktu z Pierścionkiem, bądź innym uciekinierem.

W żadnej z prowadzonych spraw nie uzyskano danych, aby uciekinierzy kontaktowali się z osobami wojskowymi. Ustalono, że Henryk Szopa i Władysław Cesarz mają krewnych, którzy pełnią służbę wojskową, ale faktów tych nie znają organy informacji i należy je niezwłocznie powiadomić, aby objąć agenturalną obserwacją tych członków rodziny.

Wojciech Pierścionek nie wyjechał ze Szwecji i tam pozostał, o czym świadczyła jego korespondencja do rodziny. Wynikało z niej, że ożenił się z obywatelką Szwecji i pracuje w swoim wyuczonym zawodzie. UB przeprowadziło kombinację operacyjną, której celem było uzyskanie poprzez niego bliższych danych o miejscu pobytu innych dotychczas nieustalonych uciekinierów. Kombinacja polegała na tym, że major Bednarski podając się za brata Barańczaka zgłosił się do jego rodziny w Polsce. Nic nie uzyskał, a podał adres swojego miejsca zamieszkania jako skrzynkę kontaktową. Uznano, że może to spowodować dekonspirację i akcji zaniechano.

Ambasada PRL w Sztokholmie powiadomiła w dniu 3.11.1955 r., że Wojciech Pierścionek chce powrócić do kraju, a kilku innych uciekinierów rozważa powrót, ale obawiają się ciążących wyroków. Płk Gorzkowski Zastępca Szefa Oddziału IV Głównego Zarządu Informacji postulował, aby rozważyć możliwość Zmiany w drodze łaski przez Radę Państwa zaocznego wyroku w stosunku do 12 uciekinierów oraz zmian wyroku w stosunku do osób, które powróciły do kraju i tu zostali skazani[125].

W dniu 12. 04.1975 r. Szef Wydziału WSW w Ustce Cz. Kurdziel postanowił założyć Sprawę Operacyjnego Poszukiwania na Jerzego Czarnieckiego, kryptonim „Szwed” gdyż istnieje domniemanie, że korzystając ze wzmożonego ruchu turystycznego może odwiedzić Polskę[126]. Opracowany plan przewidywał następujące kierunki działań operacyjnych:

- ustalenie pełnych danych personalnych rodziny, krewnych i znajomych figuranta,

- ustalenie czy dezerter utrzymuje kontakty z rodziną lub znajomymi oraz ich charakter i sposób komunikowania się,

- czy członkowie rodziny czynili starania o wyjazd do Kanady lub innego państwa kapitalistycznego,

- ustalenie aktualnego miejsca pobytu figuranta, miejsca pracy, warunków bytowych, itp.,

- ustalenie postawy i przekonań politycznych rodziny figuranta,

Plan przewidywał wykonanie szczegółowych czynności, a w szczególności nawiązanie współpracy z terenowymi placówkami SB właściwymi dla miejsca zamieszkania rodziny i znajomych oraz objęcia ich inwigilacją i kontrolą korespondencji[127]. Plan zakładał analizę akt paszportowych wszystkich krewnych, znajomych figuranta. Prowadzący postępowanie uzyskał szerokie informacje na temat bliższych i dalszych członków rodziny oraz jego powinowatych. Ustalono, że Weronika Czaniecka, matka Jerzego Czanieckiego w 1968 r. przebywała w Kanadzie na zaproszenie swojego kuzyna. Inni członkowie rodziny również wyjechali za granic, ale żaden z nich nie ujawnił związku rodzinnego z Jerzym Czanieckim. Ustalono, że od 1969 r. Jerzy Czaniecki nie kontaktował się z żadnym z członków rodziny. Ustalano jego miejsce pobytu w Kanadzie oraz, że pracuje w charakterze kierownika sklepu w Toronto. Z tych powodów zakończono prowadzenie sprawy w dniu 20.01.1976 r.[128]

Starszy marynarz Wacław Jabłoński urodził się 1928 r. w Lille we Francji w rodzinie polskich emigrantów zarobkowych. Jego ojciec Tomasz Jabłoński urodził się w 1897 r. w Bochotnicy i pracował jako fornal najmując się do pracy w różnych gospodarstwach. Z tej samej wsi pochodziła Agnieszka Matyjaszek i młodzi postanowili spędzić życie razem, ale na przeszkodzie stały względy finansowe, gdyż oboje pochodzili z biednych rodzin. Tomasz w 1923 r. wyjechał do pracy we Francji „za chlebem”. W rok później dołączyła do niego Agnieszka i na miejscu we Francji zawarli związek małżeński, z którego urodziło się dwóch synów-Henryk i Wacław oraz córka Janina. Rodzina na obczyźnie nie dorobiła się, ale w 1935 r. po powrocie do Polski było ich stać na kupno niewielkiej działki rolnej w Józefowie w powiecie Puławskim. Po wojnie gospodarstwo powiększyło się o kilka hektarów z reformy rolnej. Wacław ukończył 6 klas szkoły podstawowej, a następnie w 1949 r. został powołany do wojska do Marynarki Wojennej. Wacław Jabłoński należał do grupy, która zeszła z okrętu i pozostała w Szwecji, a w związku z tym został skazany na karę śmierci pod zarzutem popełnienia przestępstwa zdrady ojczyzny, tj. z art. 1 § 3 Dekret z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa oraz z art. 90 KKWP. W dniu 13 grudnia 1951 r. prokurator Marynarki Wojennej w Gdyni wydał za Wacławem Jabłońskim list gończy 152/51.

Sprawę Operacyjnego sprawdzenia „Żuraw” na Wacława Jabłońskiego  założył 25.03.1975 r. kmdr ppor. J. Galik Zastępca Szefa Wydziału WSW Ustka w oparciu o materiały archiwalne otrzymane z Oddziału WSW Marynarki Wojennej w Gdyni[129]. Celem założenia sprawy było ustalenie miejsca pobytu Jabłońskiego, osób z rodziny i znajomych, z którymi utrzymuje kontakty osobiste, bądź korespondencyjne. Przypuszczano, że figurant mógł w czasie przesłuchań w Szwecji i innych krajach zdradzić tajemnice, prowadzić nieokreśloną działalność przestępczą lub ewentualnie przyjechać do kraju. W wyniku działań operacyjnych ustalono dane krewnych i miejsce ich zamieszkania. Nie ustalono, aby rodzina utrzymywała kontakt z Wacławem Jabłońskim, co wynikało z prowadzonej kontroli korespondencji. Nie ustalono także miejsca pobytu figuranta. W 1965 r. Agnieszka Jabłońska- matka Wacława, wyjechała czasowo na zaproszenie Eleonory Jabłońskiej (synowej), która do Kanady wyjechała jeszcze w 1937 r. Agnieszka Jabłońska ubiegając się o paszport nie wymieniła, że ma syna Wacława, który przebywa za granicą[130]. Prowadzący czynności stwierdził, że wyczerpano wszystkie możliwości ustalenia miejsca pobytu Wacława Jabłońskiego i dlatego postanowiono w dniu 9.01.1976 r. zakończyć prowadzenie sprawy[131].

            W 1962 r. Stanisław Prochownik zwrócił się do władz o wydanie Książeczki Żeglarskiej. Przeprowadzono wówczas postępowanie w celu ustalenia czy zasługuje on na przywilej posiadania Książeczki Żeglarskiej uprawniającej do przekraczania granicy państwowej. Ustalono, że Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie poczynając od 1947 r. prowadzi sprawę ewidencyjno-obserwacyjną dotyczącą Stanisława Prochownika ur. 6 września 1927 r.[132] 2 kwietnia 1947 r., aby skorzystać z amnestii Stanisław Prochownik ujawnił się, wskazał, że jest uczniem i mieszka w Zakopanem. Oświadczył, że w czerwcu 1945 r. wstąpił do AK oddział „Wisły” w powiecie Krakowskim, gdzie przebywał do stycznia 1946 r. nosząc pseudonim „Bobek”. Otrzymał ona na wyposażenie broń M.Pi nr 410 kal. 9 mm. W lutym 1946 r. pod pseudonimem „Nadwiślanin” przystąpił do grupy Antoniego Chmielewskiego pseudonim „Piorun”, która tworzyła organizację N.O.W.. Z chwilą ujawnienia się Prochownik Stanisław złożył posiadaną broń[133]. W 1951 r. został tymczasowo aresztowany wraz z innymi członkami załogi ORP „Żuraw”. Sprawę ewidencyjno-obserwacyjną zakończono w 1966 r.

Ryszard Gurbiel został skazany na 7 lat więzienia za udział w buncie na ORP „Żuraw” pomimo, że powrócił do kraju. W dniu 7 stycznia 1956 r. Wojewódzki Urząd d/s Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie założył Ryszardowi Gurbiel sprawę ewidencyjno-obserwacyjną[134]. Z Własnoręcznego życiorysu wynika, że Ryszard Gurbiel skończył w Krakowie IV Gimnazjum im. Sienkiewicza i zdał maturę. W 1949 r. jako ochotnik wstąpił do Marynarki Wojennej, gdzie ukończył szkołę specjalistów morskich o specjalizacji miernik. Został skierowany do biura hydrograficznego Marynarki Wojennej i pływał na ORP „Żuraw”. Jak oświadczył Ryszard Gurbiel skazano go na karę 7 lat więzienia za niedochowanie wierności banderze. Karę odbywał w Gdańsku, w Sztumie, w Potulicah i w Kamieniu Pomorskim. W dniu 17 czerwca 1955 r. został zwolniony przedterminowo po odbyciu 3 lat i 9 miesięcy kary[135]. Po powrocie z więzienia Ryszard Gurbiel zatrudnił się w Biurze Projektów Wodno-Melioracyjnych w Krakowie. Przystępując do rozpracowania figuranta zaplanowano, że zostaną pozyskani agenci w jego pracy oraz w miejscu zamieszkania, a także przekazano zlecenie na wywiad do Wydziału „B” celem obserwacji dla ujawnienia jego kontaktów i ich charakteru[136].  Rozpoznano rodzinę Ryszarda Gurbiela, jego żonę i ojca dokonując szczegółowych ustaleń dotyczących rodziny. Sprawę ewidencyjno-obserwacyjną prowadzono do 1970 r. nie uzyskując  żadnych istotnych informacji.

Zachowane materiały operacyjne są niekompletne i fragmentaryczne i nie oddają szykan jakich doznali członkowie rodzin zbuntowanych marynarzy, którzy pozostali za granicą, jak i tych, którzy powrócili.

Zakończenie

Bunt na ORP „Żuraw” jest zdarzeniem wyjątkowym w dziejach nowożytnej historii Polskiej Marynarki Wojennej. Niezwykłość polega na tym, że bunt jako jedyny w pełni się powiódł, a marynarze, którzy go wzniecili osiągnęli wszystkie zakładane cele, tj. przejęli władzę na okręcie wojennym i pomimo braku wiedzy nawigacyjnej doprowadzili go bezpiecznie do portu w Ystad. Niezwykłe jest również, że bunt nie spowodował żadnych ofiar śmiertelnych, ani nawet ran za wyjątkiem postrzelenia się w sposób przypadkowy przywódcy Henryka Barańczaka. Podkreślenia wymaga perfekcyjny plan, który w całości został zrealizowany tak, jakby spiskowcy wielokrotnie go ćwiczyli. Barańczak dobierał wtajemniczonych w taki sposób, aby zapewnić bezpieczeństwo okrętu i prawidłowe funkcjonowanie maszyn. Godna uwagi jest okoliczność, że nie nastąpił jakikolwiek przeciek, pomimo, że w dniach poprzedzających bunt marynarze byli wielokrotnie przesłuchiwani przez oficera Informacji por. Czyżyka. Zdumiewającej jest również, że członkiem spisku był TI „Czapajew”, który potrafił dotrzymać lojalności wobec swoich kolegów. Niewątpliwie jednym z powodów sukcesu spiskowców była charyzma jego przywódcy, który cieszył się wielkim autorytetem wśród marynarzy i podoficerów i potrafił ich przekonać do przyłączenia się do buntu, bądź by zachowali neutralność. Godna podkreślenia jest determinacja z jaką działali spiskowcy i ich niezachwiana wiara w powodzenie spisku. Jestem przekonany, że zdawali sobie sprawę, że w przypadku niepowodzenia zginą albo zostaną skazani na karę śmierci, gdyż nagłośnione były przypadki spiskowców, którzy zostali wykryci i ponieśli najwyższy wymiar kary. Spiskowcy, a przede wszystkim ich przywódca Henryk Barańczak miał świadomość i wiedzę, że przybycie do obcego tzw. kapitalistycznego portu nie gwarantuje otrzymania azylu. Zdawał sobie sprawę, że Duńczycy mogą ich wydać, gdyż Rosjanie mieli duże wpływy, bo zdobyli i okupowali Bornholm. Większe gwarancje dawała neutralna Szwecja, która skrzętnie chroniła swoją niezależność, a liczni dziennikarze wywierali wpływ na liberalną politykę azylową. Okoliczności dowodzą, że buntownicy nie zdawali sobie sprawy z wszystkich konsekwencji sowieckiego wymiaru tzw. sprawiedliwości, który stosował barbarzyńską, nieznaną europejskiej kulturze zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Zapewne nie obejmowali swoją świadomością, że władze dopadną ich najbliższych – rodziców i rodzeństwo i będą ich prześladować przez długie lata aresztując i zsyłając bez wyroków do obozów pracy przymusowej oraz ustawicznie inwigilować i obrzydzać codzienne życie.

Odnotować należy niefrasobliwość, łatwowierność i brak rozeznania marynarzy i oficerów, którzy postanowili powrócić do kraju. Większość w swojej naiwności sądziła, że za uratowanie okrętu przed internowaniem, przyprowadzenie go do macierzystego portu spotkają ich pochwały i nagrody. Gdyby zdawali sobie sprawę w jakim ustroju żyją i jak sowieci definiują zdradę, a w konsekwencji, że zostaną aresztowani, poddani okrutnemu śledztwu i skazani na wieloletnie więzienie – to zapewne większość podjęłaby inną decyzję i zostaliby w Szwecji.

            Zgodzić się należy, że bunt na ORP „Żuraw” spowodował falę represji w Marynarce Wojennej. Nastąpiły liczne aresztowania, wyroki skazujące, degradacje i brutalne traktowanie oficerów najbardziej doświadczonych, którzy służyli  w okresie międzywojennym[137]. Gdyby jednak nie było buntu na ORP „Żuraw”, to do wszystkich tych zdarzeń i tak by doszło i zostałby znaleziony jakiś inny pretekst, wyimaginowany przez Informację spisek. Decyzja, aby rozprawić się z kadrą oficerów przedwojennych, bądź wykazujących niewystarczające przywiązanie do ideałów komunistycznych była podjęta już w 1949 r. i była konsekwentnie realizowana bez względu na to czy był bunt, czy też go nie było.

            Uważam, że bunt na ORP „Żuraw” miał pozytywne skutki, gdyż był przejawem nastrojów społecznych i stanowił wyraz braku zgody na komunistyczny terror. Wydarzenia na „Żurawiu” stanowiły cegiełkę w murze oporu i w dalszej perspektywie doprowadziły do upadku totalitarnego reżimu. To w przypadku braku oporu fala represji byłaby znacznie szersza.

W sprawie ucieczki „Żurawia” wielokrotnie była stawiana teza, że bunt części marynarzy był ukartowaną grą operacyjną Informacji Marynarki Wojennej, aby wykorzystać to zdarzenie do rozprawy z częścią kadry oficerskiej, która rozpoczynała swoją służbę w okresie międzywojennym[138]. Jako argumenty wskazywano pobyt na okręcie oficera Informacji Czyżyka, który przeprowadzał z marynarzami indywidualne rozmowy w okresie bezpośrednio poprzedzającym bunt i uprowadzenie okrętu. Według zwolenników teorii prowokacji bunt wywołali tajni współpracownicy kierowani przez Informację, aby umieścić ich na zachodzie z wiarygodną legendą. Jako argumentu używano również faktu, że por. Czyżyk zszedł z okrętu w Kołobrzegu i udał się do Gdyni pociągiem. W chwili, gdy wysuwano te teorie nieznane były dokumenty operacyjne dotyczące tajnych informatorów umieszczonych na ORP „Żuraw” i snuto co do tego jedynie spekulacje[139]. Obecnie nie ulega wątpliwości, że jeden TI pseudonim „Czapajew” czynnie uczestniczył w buncie z bronią w ręku, a drugi o pseudonimie „Zosia” zachował się biernie. Trzeci tajny informator, którym był jeden z oficerów (wyłączając z tego Ignatowicza) przez cały okres buntu był pod zamknięciem i nie brał żadnego udział w zdarzeniach na okręcie. TI „Czapajew” nie wywołał buntu i nie ulega wątpliwości, że przywódcą i głównym mózgiem wydarzeń był Henryk Barańczak, który nie był tajnym informatorem. Pogląd jakoby zejście por. Czyżyka z okrętu świadczyło, że przygotował on bunt i nie chciał w nim uczestniczyć jest wątpliwy, chociażby z tego powodu, że gdyby istotnie przygotował on bunt, to zapewne pozostałby na okręcie, aby kontrolować przebieg wydarzeń w zamierzonym kierunku. Z dostępnych obecnie dokumentów operacyjnych nie wynika, aby por. Czyżyk wydał polecenie swoim tajnym informatorom wywołania buntu. Zapisy wskazują jednoznacznie, że mieli oni przeciwdziałać ewentualnemu buntowi. Gdyby istotnie przygotowano prowokację, to nie ulega wątpliwości, że fakt ten byłby odnotowany w ściśle tajnych wówczas dokumentach operacyjnych Jeżeli przyjąć, że bunt był dziełem Informacji to TI „Zosia” zachował się prawidłowo, gdyż ucieczka się udała. Jednak Kurczyński vel „Zosia” został skazany na 9 lat więzienia pomimo, że do końca był lojalny wobec Informacji. Nie można wykluczyć, że skazanie nastąpiło „za karę”, gdyż mógł on doprowadzić do uszkodzenia maszyn i uniemożliwić ucieczkę.

Bardzo szeroko do tej teorii odniósł się Jerzy Przybylski w kilku swoich publikacjach, w których zwalczał teorię prowokacji nie znając dokumentów operacyjnych, na które powołuję się w niniejszej pracy. Kary jakie wymierzył Sąd Marynarki Wojennej wobec 24 marynarzy „Żurawia” są drakońskie, ale nie odbiegają od innych wyroków w sprawach żołnierzy i marynarzy. W sposób oczywisty uznanie 13 marynarzy, którzy powrócili za winnych było wyrokami niesłusznymi wg obowiązującego wówczas prawa, co jasno wykazał prokurator wojskowy już w 1982 r. i potwierdziły to sądy wojskowe w latach 1992-1994 unieważniając wyroki. Nie ulega wątpliwości, że wyroki na marynarzy „Żurawia” zapadły na polityczne zamówienie, a publiczne rozprawy gromadzące po kilkuset marynarzy miały podziałać odstraszająco i być przestrogą[140].

            Z przykrością należy zauważyć, że III Rzeczypospolita nie wynagrodziła cierpień, gdyż przyznanie odszkodowania i zadośćuczynienia były rażąco niskie.

            Tradycje wschodnich tyranii przejęte przez Sowietów nakazywały karać przedmioty[141]. Uznano okręt ORP „Żuraw” za winnego ucieczki, i że zhańbił Polską Marynarkę i za karę specjalnym nakazem Ministra Obrony Narodowej skreślono go z rejestru Marynarki Wojennej i otrzymał nazwę „Kompas”. Następnie został przebudowany i od 1971 r. był barką koszarową zacumowaną w Gdyni. W 1981 r. został zezłomowany, ale nie znaczy to, że został zapomniany.



[1] Julian Czerwiński, ORP „Żuraw” – uprowadzenie czy prowokacja?, Przegląd Morski V 1989 r., nr 5, s. 32-41.

[2] Tamże.

[3] Agnieszka Pietrzak, Główny Zarząd Informacji wobec oflagowców 1949 – 1956, Warszawa 2011, s. 125-126.

[4] C. Ciesielski, w. Pater, J. Przybylski, Polska Marynarka Wojenna 1918 – 1980, Zarys dziejów, Warszawa 1992, s. 188-189. Zob. też Piotr Semków, Informacja Marynarki Wojennej w latach 1945-1957, s. 142-144.

[5] Tamże, s. 200.

[6] Piotr Semków, Informacja Marynarki Wojennej w latach 1945-1957, s. 32.

[7] J. Poksiński, „TUN” Tatar – Utnik – Nowicki. Represja wobec oficerów Wojska Polskiego w latach 1949-1956, Warszawa 1992, zob. też, Andrzej Albert, Najnowsza historia Polski 1914-1993, Londyn 1994.

[8] Edward Stępień, Proces komandora Mieszkowskiego, część I, Miastokolobrzeg.pl, https://miastokolobrzeg.pl/historia/11901-proces-komandora-mieszkowskiego-cz-i.html, dostęp 28.07.2021 r., Edward Stępień, Proces komandora Mieszkowskiego, część II, Miastokolobrzeg.pl, https://miastokolobrzeg.pl/historia/11918-proces-komandora-mieszkowskiego-cz-ii.html, dostęp 28.07.2021 r., Edward Stępień, Proces komandora Mieszkowskiego, część III, Miastokolobrzeg.pl, https://miastokolobrzeg.pl/historia/12002-proces-komandora-mieszkowskiego-cz-iii.html, dostęp 28.07.2021 r..

[9] Edward Obertyński, Próby ucieczek marynarzy Polskiej Marynarki Wojennej w latach 1949-1954 [w:] Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga. Zbiór studiów i dokumentów o uprowadzeniu okrętu i przebiegu śledztwa pod redakcją Jerzego Przybylskiego, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń – Gdynia 2010, s. 28-41. Autor podaje szereg innych ucieczek, które zakończyły się wyrokiem skazującym na karę śmierci.

[10] Piotr Semków, Informacja Marynarki Wojennej w Latach 1945-1957, Warszawa 2006 r., s. 173. Autor podaje, że trzecim tajnym informatorem był jeden z oficerów, ale nie wskazuje nawet jego pseudonimu, ani też nie ujawnia źródła swojej wiedzy. Z teczki pracy tajnego informatora „Zosia” wynika, że na statku był rezydent o pseudonimie „Mały”. Z meldunku specjalnego z dnia 4 sierpnia 1951 r. sporządzonego przez ppłk. Prystupa wynika, że nie chodzi o rezydenta, ale o TI, którym był jeden z trzech oficerów.

[11] IPN BU 2386/224, teczka personalna nr 19447.

[12] Stosowany powszechnie skrót TI oznacza Tajnego Informatora, który w późniejszych latach przemienił się w tw. – tajnego współpracownika.

[13] Przybycie na statek por. Czyżyka było spowodowane kilkoma przyczynami. Po pierwsze, chciał on przeprowadzić wstępne rozmowy dla pozyskania kilku dalszych informatorów wśród załogi ORP „Żuraw” w tym celu wzywał on do swojej kabiny po kolei wszystkich marynarzy i przeprowadzał z nimi rozmowy. Nie wiadomo jaki był efekt tych rozmów. Drugą przyczyną było wzmocnienie akcji propagandowej prowadzonej od 23 lipca 1951 r., aby przygotować żołnierzy i kadrę do mającego się niebawem rozpocząć procesu Tatara, Utnika i innych oficerów oskarżonych o zdradę, zawiązanie spisku w wojsku i szpiegostwo. Zob. więcej Agnieszka Pietrzak „Główny Zarząd Informacji wobec oflagowców 1941-1956”, Warszawa 2011, s. 190-192.

[14] IPN BU 2386/15663 teczka personalna nr 16377.

[15] Tamże, k.3 protokół przesłuchania podejrzanego Jerzego Czarnieckiego z dnia 30 kwietnia 1949 r.

[16] Tamże, k.7 charakterystyka z dnia 24 listopada 1950 r. Należy przypuszczać, że porucznik Czyżyk spotkał się z TI „Czapajewem” w czasie swojego pobytu na ORP „Żuraw” w trzeciej dekadzie lipca 1951 r., jak pokazują przyszłe zdarzenia spotkanie lub spotkania te tylko pogłębiły determinację Czarnieckiego, aby uciekać za granicę.

[17] AIPN BU 2386/225, teczka pracy nr 19447 tajnego informatora „Zosia” założona 24 kwietnia 1950 r., a zakończona 6 sierpnia 1951 r.

[18] Tamże, notatka k. 1.

[19] Tamże, k. 2-3 agenturalne doniesienie.

[20] Tamże, k. 4 agenturalny meldunek.

[21] Jest to nawiązanie do Narodowej Pożyczki Rozwoju Sił Polski, która rozpoczęła się 19 czerwca 1951 r., a akcja propagandowa skierowana została głównie do oficerów i żołnierzy (marynarzy), którzy deklarowali dobrowolne wpłaty. Akcja ta wywołała sporo irytacji, gdyż żołd był niewielki, marynarze głodowali, a pensje oficerów były co najmniej sześciokrotnie niższe niż we flocie handlowej.

[22] Tamże, k. 5 agenturalny meldunek.

[23] Wątpliwości budzi, czy zadanie to zostało przekazane tajnemu informatorowi „Zosia”, czy porucznik Czyżyk napisał to w dacie sporządzenia, czy  już po ucieczce, aby podkreślić swoją pozytywną rolę i zdolność przewidywania zdarzeń. Wątpliwości są tym bardziej uzasadnione, że brak jest adnotacji, aby trzy doniesienia agenturalne „Zośki” przekazał swoim przełożonym i podjął działania przeciwdziałające ucieczce, np. przez powiadomienie dowódcy okrętu, bądź oficera politycznego.

[24] Informacja o stanie moralno-politycznym na ORP „Żuraw” z dnia 31.07.1951 r. [w:] Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego s. 80-81.

[25] Meldunek specjalny o ucieczce za granicę ORP „HG-11” – „Żuraw” z dnia 4.08.1951 r. sporządzony przez Zastępcę Szefa Okrętowego Zarządu Informacji nr 8 ppłk Prystrupa [w:] , Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego, s. 85. W dokumencie tym ppłk Prystrupa podaje, że na ORP „Żuraw” było 3 oficerów z czego jeden był TI. Skoro ppor. Ignatowicz był rozpracowywany, to owym TI był jeden z dwóch pozostałych oficerów.

[26] Ppor. Arkadiusz Ignatowicz urodził się 18.01.1905 r. w Łunińsku woj. Poleskim , a w latach 1915-1921 przebyał w Krasnojarsku dokąd władze carskie zesłały jego ojca. Po śmierci ojca z pozostałą częścią rodziny przybył do Wilna, gdzie pracował jako pracownik budowlany. W 1925 r. wstąpił ochotniczo do Marynarki Wojennej, gdzie pełnił służbę jako podoficer zawodowy na różnych jednostkach. W maju 1939 r. wyjechał na okręcie szkolnym „Iskra” do Afryki, a w drodze powrotnej zastała go wojna. W Anglii służył na kutrze patrolowym jako dowódca, a później służył na ORP „Błyskawica” i ORP „Ślęzak”. W kwietniu 1946 r. powrócił do Polski i wstąpił ochotniczo do Marynarki Wojennej.

[27] Tamże, s. 93.

[28] Po wyjściu z Kołobrzegu trzej oficerowie rozpoczęli alkoholową biesiadę i zapewne dlatego dali się tak łatwo zaskoczyć i uwięzić. Rozbieżności w relacjach dotyczą jedynie ilości wypitego alkoholu. Jerzy Iwanow twierdzi, że nie pili, bo Ignatowicz miał od 20:00 pełnić wachtę. Również w uzasadnieniu wyroku nie wspomina się o tej okolicznośći.

[29] Jest to tym bardziej dziwne, że po powrocie okrętu do Gdyni Kurczyński w dniu 6 sierpnia 1951 r. napisał dwa doniesienia. W tym jedno opisujące szczegółowo przebieg wypadków, co świadczy o kontynuowaniu współpracy z oficerem informacji.

[30] Archiwum Wojskowe w Toruniu Oddział Zamiejscowy w Gdyni, teczka nr 287/53/61, rozkazy dzienne dowódcy ORP „Żuraw” nr 1-165

[31] Sprawozdanie z kontroli pracy partyjno-politycznej w Marynarce Wojennej z dnia 5 września 1951 r., sporządzone przez płk. Jekiela – Szefa Oddziału Organizacyjnego Głównego Zarządu Politycznego WP [w:] , Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego, s. 110-131.

[32] Zapewne marynarze, którzy zostali w Szwecji byli przesłuchiwani, ale jak dotychczas żaden z polskich badaczy nie dotarł do tych materiałów i nie wiadomo, czy one nadal istnieją.

[33] AIPN BU2386/222, teczka pracy TI „Zosia”, k. 6-9 agenturalny meldunek z dnia 6.08.1951 r.

[34] Wyjątkiem była sprawa odtworzenia akt sprawy karnej Sm. 101/51 Eugeniusza Kurczyńskiego prowadzona w 1991 r. AIPN Gd 164/42/DVD. W toku posiedzenia Sądu Marynarki Wojennej w Gdyniu Eugeniusz Kurczyński składał zeznania, ale opis przebiegu wypadków był jedynie fragmentaryczny i nieporównywalnie uboższy w fakty od relacji TI „Zosia” z dnia 6.08.1951 r. Kurczyński składając zeznania w dniu 8.11.1991 r. twierdził, że nie pamięta już nazwisk kolegów oraz szczegółów zdarzenia.

[35] Opublikowane w artykule Wojciecha Święcickiego w Dzienniku Bałtyckim 3 lutego 1989 r.

[36] Jerzy Przybylski, Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, s. 162-168.

[37] Meldunek o wypadku nadzwyczajnym z okrętem Marynarki Wojennej ORP „Żuraw” z dnia 3.08.1951 r. [w:] , Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego, s. 96-103. Dokument ten jest cenny, gdyż relacje świadków nie zostały pozyskane w wyniku tortur.

[38] Piotr Semków, Informacja Marynarki Wojennej w latach 1945-1957, s. 174-175. Niestety pomimo ogromnej życzliwości Pana profesora Semków nie mogłem zapoznać się z tymi relacjami.

[39] Dokument ten należy czytać, ze świadomością, że wyjaśnienia oskarżonych zostały złożone pod wpływem tortur stosowanych w śledztwie. Również przebieg postępowania przed Sądem wskazywał na daleko idące nieprawidłowości, gdyż oskarżeni nie mogli swobodnie się wypowiadać, a na pytania musieli odpowiadać tak albo nie.

[40] W tekście poprawiono tylko najbardziej rażące błędy ortograficzne, bądź oczywiste pomyłki pisarskie pozostawiając w niezmienionej postaci składnię i inne elementy pisma.

[41] Sąd Marynarki Wojennej stosuje nazwisko Czaniecki w sytuacji, gdy z innych dokumentów wynika, że powinno być Czarniecki. Nie jestem w stanie ustalić jak powinno być prawidłowo pisane to nazwisko.

[42] Skład osobowy tego pierwotnego spisku budzi wątpliwości, gdyż w niektórych dokumentach ograniczany jest od czterech osób, a w innych wskazywano osiem osób.

[43] Oprócz sześciu pistoletów pozyskano jedną sztukę broni maszynowej.

[44] W opisie stanu faktycznego Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni posługuje się wyrażeniem „zdrajcy” co jest określeniem piętnującym i nie przystoi Sądowi. Wzorowano się w tym zakresie na praktyce sądownictwa Związku Radzieckiego, co świadczy o sowietyzacji wymiaru sprawiedliwości.

[45] Żaden ze spiskowców nie miał wiedzy nawigacyjnej, a Gazda i Ćwikliński mieli prawdopodobnie dokonywać sondowań, aby uniknąć rozbicia się o podwodne skały. W meldunku z dnia 3.08.1951 r. płk. Jekiel, płk. Graf i płk. Lewkowicz napisali „około godz. 23:20 st. mar. Barańczak w towarzystwie st. mar. Czarnieckiego przyszedł do kabiny, gdzie pod zamknięciem znajdowali się oficerowie i zwrócił się do kmdr ppor. Iwanowa, a następnie do dcy ppor. Ignatowicza, oświadczając: „jesteśmy w rejonie Bornholmu, na brzegu jest dużo świateł i nie wiemy jak dalej płynąć”. Proponował oficerom, żeby udzielili pomocy w prowadzeniu okrętu, lecz ci odmówili, ponieważ istniało niebezpieczeństwo rozbicia okrętu na skałach, buntownicy usiłowali uruchomić sondę i w tym celu zwrócili się o udzielenie pomocy do pracownika kontraktowego Ćwiklińskiego, który przebywał wraz z podoficerami i chor. Gazdą w kreślarni okrętowej. Ćwikliński oświadczył po zbadaniu przyrządu, iż jest on zepsuty. Chor. Gazda również nie udzielił pomocy powołując się na to, że nie zna się na przyrządach nawigacyjnych. Po wyjściu na pokład w asyście Barańczaka stwierdził, iż okręt idzie zbyt blisko lądu i przestrzegł Barańczaka, aby zmienił on nieco kurs z uwagi na niebezpieczeństwo rozbicia okrętu”. Meldunek o wypadku nadzwyczajnym z okrętem Marynarki Wojennej ORP „Żuraw” z dnia 3.08.1951 r. [w:] Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga pod redakcją Jerzego Przybylskiego.

[46] Podejście do portu Ystad nie należy do łatwych, niewprawne manewry okrętu wzbudziły zainteresowanie szwedzkich obserwatorów. Jak napisano w „Dagnes Nyheter” 3 sierpnia 1951 r. (…), gdy o świcie statek chciał wejść do Ystad nie dał sobie rady z nawigacją. Na pokładzie nie było żadnych map morskich szwedzkich wód terytorialnych i niewiele brakowało, aby statek osiadł na dnie, gdyż wszedł zbyt daleko na wschód od drogi prowadzącej do portu gdzie woda jest pełna piaszczystych łach i podwodnych skał. W pewnym czasie spostrzeżono pomyłkę i zarzucono kotwicę. Sześciu ludzi zeszło do łodzi ratunkowej i wiosłowało w kierunku lądu, aby wziąć pilota. Dziwne manewrowanie łodzi obserwowano jednak w Ystad i szef pilotów Anders Scotte wypłynął na łodzi pilotowej. Spotkał wiosłujących zbuntowanych marynarzy w połowie drogi na ląd wziął ich na linę i zabrał z powrotem na statek” [w:] Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga pod redakcją Jerzego Przybylskiego

[47] Sąd posługuje się spekulacjami, które mają jedynie luźny związek z rzeczywistością. Aby obezwładnić uzbrojoną osobę mając nawet przewagę liczebną, niezbędne jest długotrwałe przeszkolenie specjalistyczne w sztukach walki wręcz, a atakujący winni posiadać plan współdziałania. W sposób oczywisty żaden z marynarzy, ani podoficerów oskarżonych o bierność nie miał takiego przeszkolenia i w opisanych sytuacjach nie można było opracować planu ataku. W przypadku niepowodzenia ataku mógł on zakończyć się śmiercią, bądź ciężką raną. W toku przesłuchań marynarze słusznie zwracali uwagę, że obezwładnienie jednego uzbrojonego mogło spowodować, że pozostałych sześciu buntowników mogło otworzyć ogień i niewątpliwie mieli miażdżącą przewagę. Nie ulega wątpliwości, że żaden z przełożonych, którzy żyli i przebywali na pokładzie okrętu nie wydał rozkazu ataku przez nieuzbrojonych członków załogi na uzbrojonych uciekinierów. Nie toczyła się również wojna, a okręt nie brał udziału w operacjach bojowych. Istotne jest również, że marynarzom, którzy powrócili do kraju nie zarzucano złamania żadnego konkretnego regulaminu wojskowego.

[48] Pozostawienie na haku  pistoletu maszynowego przez Jabłońskiego nie dawało sposobności zawładnięcia tą bronią przez Dworzyńskiego. Sąd nie ustalił, aby Dworzyński znajdował się bliżej od broni aniżeli Jabłoński. Dworzyński nie próbował zawładnąć bronią, gdyż najprawdopodobniej znajdowała się ona w zasięgu ręki Jabłońskiego i atak był bezcelowy. Okoliczność, że sytuację tę obserwowali z dalszej odległości z pomostu Sztyler, Gurbiel i Kurczyński nie ma żadnego znaczenia, gdyż nie mogli oni udzielić ewentualnej pomocy Dworzyńskiemu. Opisując wiele podobnych przypadków Sąd nie uwzględnia, że Kłusek, Szopa, Sztyler i Chycki przyłączyli się do buntu i nie można ustalić na jakim etapie to nastąpiło.

[49] Wprost nielogiczny jest zarzut, aby Tutka mógł nadać szyfrogram nie posiadając szyfrów,  którymi dysponował dowódca zamknięty w swojej kabinie. Co do innych okoliczności podnoszonych przez Sąd Tutka znajdował się w sytuacji przymusowej, gdyż działał pod groźbą użycia wobec niego broni.

[50] Również i w tym przypadku Sąd zdał się nie dostrzegać, że Dworzyński i Borta (Boruta) przyłączyli się do uciekinierów i najwyraźniej z nimi sympatyzowali skoro zostali w Szwecji. Gdyby więc Prochownik gołymi rękoma zaatakował uzbrojonego Pierścionka, to zapewne Dworzyśki i Borta pomogliby Pierścionkowi odeprzeć atak Prochownika, który najwyraźniej zdawał sobie sprawę z rzeczywistego rozkładu sił i bezcelowości podejmowania prób przejęcia władzy na okręcie.

[51] Należy ponownie zadać pytanie. A czy potrafili to wykonać i co miałoby przemawiać za narażeniem lekkomyślnym i nieodpowiedzialnym własnego życia.

[52] Sąd zdaje się zapominać, że na pokładzie pozostało 4 spiskowców dobrze uzbrojonych, których ponadto popierało dalszych 5 osób, a właściwie to 9, gdyż do tej grupy należy wliczyć Dworzyńskiego, Tutkę, Gurbiela, Borutę, którzy również deklarowali pozostanie w Szwecji. Osoby te na pewno nie poparłyby próby odzyskania okrętu. W chwili, gdy szalupa odpływała po pilota uciekinierzy oprócz przewagi broni posiadali przewagę liczebną, gdyż po stronie zbuntowanych było 16 marynarzy i podoficerów, 8 osób było pozbawionych wolności, a marynarzy niezdecydowanych było zaledwie 9. W chwili odpłynięcia szalupy za buntem było 13 marynarzy częściowo uzbrojonych, a obojętnych było zaledwie 6 marynarzy i podoficerów nieposiadających żadnej broni. Wywodu Sądu są w sposób oczywisty nielogiczne  i sprzeczne z ustalonymi okolicznościami sprawy.

[53] Sąd nie zwrócił uwagi, że Pankowskiego i inne osoby zamknięte w kreślarni nadzorował uzbrojony wartownik. W tej sytuacji w sposób oczywisty Dworzyński nie mógł uwolnić 4 osób zamkniętych w kreślarni. Ustalenie, że Dworzyński wyraźnie oświadczył, że nie jest uczestnikiem buntu winno go uwolnić od winy i kary.

[54] Ta część uzasadnienia nie mieści się w konwencji języka polskiego i jest całkowicie niezrozumiała.

[55] Jest to stanowisko logiczne i zgodne z realiami na pokładzie i świadczy o roztropności Tutki.

[56] Wpisanie się na listę osób pozostających w Szwecji nie mogło mieć żadnego znaczenia prawnego, gdyż istotne było jaką Tutka podjął ostateczną decyzję, że wraca do kraju. Należałoby udowodnić, że karalny był sam zamiar, bądź przygotowanie.

[57] Sąd nie wskazuje okoliczności, aby było możliwe zepchnięcie za burtę Leśniaka. Nie wiadomo jakie walory fizyczne posiadali Leśniak i Kurczyński i czy Kurczyński miał przewagę fizyczną nad Leśniakiem. Należy mieć na uwadze, że bariery ochronne (burty) są na wysokości ok. 130 cm. Nie wystarcza więc zwykłe popchnięcie, gdyż Kurczyśki musiałby unieść Leśniaka i przerzucić go ponad burtą. Sąd nie ustalił, aby Kurczyński miał takie umiejętności. Nie można wykluczyć, że to Leśniak oprócz broni miał przewagę nad Kurczyńskim. Wymóg Sądu, aby Kurczyński rzucił się na uzbrojonego Leśniaka i zepchnął go za burtę świadczy co najmniej o błędach w ustaleniach faktycznych i dokonanie ocen wbrew zasadom logiki i zwykłego doświadczenia życiowego.

[58] Do samego końca pobytu okrętu w Ystad niewiadomo był kto jest po której stronie, a tym samym ocena Kurczyńskiego była ze wszech miar realistyczna i nie można mu z tego tytułu stawiać zarzutu.

[59] Niewiadomo co zaproponował Borgosz, a najprawdopodobniej nie zaproponował nic konkretnego, a jedynie ogólną ideę. Sąd nie przytoczył opinii Paprockiego i nie możemy poznać jego stanowiska. Najwyraźniej propozycja miała charakter nierealny, skoro zbył ją śmiechem.

[60] Sąd zapomniał, że Barańczak miał pistolet, a Paprocki nie miał żadnej broni.

[61] Pogląd Sądu jakoby Gurbiel z pomieszczenia dziobowego mógłby dostać się do mesy, gdzie byli zamknięci oficerowie nie uwzględnia oczywistej okoliczności, że kabina dowódcy była pod stałym nadzorem osoby uzbrojonej w broń. Również i w tym przypadku oceny Sądu Marynarki Wojennej odbiegają od rzeczywistej sytuacji  na okręcie i kreuje zgoła fantastyczne i nierealne scenariusze.

[62] Okoliczność ta winna być uznana jako przemawiająca na korzyść Gurbiela.

[63] Pomoc w spuszczeniu szalupy w sytuacji, gdy żąda tego kilku buntowników uzbrojonych w broń nie może stanowić żadnego czynu zabronionego prawem, ani też żadnego regulaminu wojskowego.

[64] Opis sytuacji nie wskazuje, aby Prochownik mógł uczynić coś więcej lub aby był zobowiązany na mocy regulaminów, bądź rozkazów dokonać innych czynności.

[65] Przytoczone okoliczności świadczą ewidentnie na korzyść Michalskiego, który zdecydowanie nie chciał przyłączyć się do buntowników, jak również wsiadł do szalupy, aby spotkać się z przedstawicielami konsulatu polskiego. W opisanym  stanie faktycznym nie można było przypisać Michalskiemu jakichkolwiek zarzutów natury kryminalnej.

[66] Opis zachowań Borgosza jednoznacznie świadczy, że nie ponosi on jakiejkolwiek winy. Uniewinnienie popsułoby statystykę Prokuratury i Informacji, dlatego został on formalnie uznany za winnego, dzięki temu prokuratura mogła przyjąć, że akt oskarżenia był skuteczny w 100%, bo wszyscy oskarżeni zostali uznani przez Sąd winnymi popełnienia zarzucanych im czynów.

[67] Niezrozumiałe jest z jakiego powodu Gazda i Ćwikliński nie zostali objęci aktem oskarżenia, skoro ustalono, że obaj pomagali Barańczakowi w nawigacji i w opłynięciu w sposób bezpieczny wyspy Bornholm. Byli oni w takiej samej sytuacji, jak kmdr Jerzy Iwanow, który również został zamknięty przez spiskowców, a później usłyszał wyrok 15 lat więzienia. Podobna wątpliwość nasuwa się w stosunku do st. bosm. Stanisława Szolla, który był wszak zastępcą dowódcy do spraw liniowych. Jego sytuacja była identyczna z Jerzym Iwanowem, który został skazany na 15 lat więzienia. W istniejących dokumentach nie ma żadnej wskazówki dlaczego różnica była tak istotna.

[68] Sąd nie wykazał, aby obserwacja Tutki przez Barańczaka z kabiny nawigacyjnej była niemożliwa. Prawdopodobnie kabiny te sąsiadują ze sobą, a więc wyjaśnienia Tutki zasługiwały na uwzględnienie.

[69] Meldunek specjalny o ucieczce za granicę ORP „HG-11” – „Żuraw” z dnia 4 sierpnia 1951 roku sporządzony przez z-cę szefa Okręgowego Zarządu Informacji Nr 8 ppłk. Prystrupa [w:] , Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego, s. 81-85. Początkowo nie zwrócono uwagi na brak meldunków z okrętu, które powinny być nadawane co 4 godziny. Okręt planowo miał przybyć  do Gdyni 2.08.1951 r. ok. godz.11-13. Około godz. 12:00 wszczęto poszukiwania i wysłano w tym celu samoloty. Ok. 18:00 Polska Marynarka Handlowa otrzymała telegram z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, że na szwedzkich wodach terytorialnych znajduje się HG-11.

[70] Tamże.

[71] Kmdr ppor. Jerzy Iwanow, Prowokacja „Żurawia”, Dziennik Bałtycki 28.07.1989 r., dodatek „Rejsy” , artykuł opracowany przez Wojciecha Święcickiego .

[72] Zostało to ocenione jako przejaw skrajnego liberalizmu i oportunizmu oraz, że świadczy to o jego defensywnej postawie wobec działalności wroga klasowego. Uchwała Komisji Partyjnej z dnia 7 sierpnia 1951 roku, która ukarała Kazimierza Grafa naganą [w:] Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga pod redakcją Jerzego Przybylskiego s. 136.

[73] Jerzy Przybylski, Czy na pewno prowokacja (jeszcze raz w sprawie OH „Żuraw”) Przegląd Morski, 1989, nr 10, s. 69-79. Autor pisząc o zdegradowani trzech marynarzy powołuje się na rozkaz nr 086/MON z 28 sierpnia 1951 r. Podaje również, że rozkazem Ministra Obrony Narodowej nr 097/MON z 11.09.1951 r. naganę otrzymali: kadm. Wiktor Czerokow, kadm. Iwan Szylingowski, kmdr Marian Wojcieszek, kmdr Józef Urbanowicz. Aresztem domowym ukarani zostali kmdr por. Adam Rychel (5 dni), kpt. Zygmunt Wasik (10 dni). Na niższe stanowisko służbowe poza MW został przeniesiony kmdr por. Mirosław Nadelwicz , szef Zarządu Politycznego MW.

[74] Marynarzy aresztowano w różnym czasie: 7 sierpnia 1951 r. zatrzymano Dworzyńskiego, Tutkę, Gurbiela, Bortę, Prochownika, 10 sierpnia 1951 r. zatrzymani zostali Lampert i Michalski, a 20 sierpnia 1951 r. aresztowano Paprockiego, Kurczyńskiego i Borgosza. W pierwszym terminie aresztowano 4 marynarzy, którzy pierwotnie znaleźli się na liście pozostających w Szwecji, a którzy ostatecznie powrócili.

[75] Kmdr ppor. Jerzy Iwanow, Prowokacja „Żurawia”, Dziennik Bałtycki 28.07.1989 r., dodatek „Rejsy”, artykuł opracowany przez Wojciecha Święcickiego .

[76] Tamże.

[77] Art. 106. KKWP Dowódca, który oddaje nieprzyjacielowi statek powietrzny lub ich załogę, nie uczyniwszy przed tym wszystkiego, czego w celu uniknięcia oddania obowiązek od niego wymaga, podlega karze śmierci. W ustalonym stanie faktycznym nie było nieprzyjaciela i nie było oddania statku nieprzyjacielowi. Obaj oskarżeni oficerowie nie wyczerpali więc znamion czynu zabronionego z art. 106 KKWP.

[78]Art. 109. KKWP Żołnierz, który z tchórzostwa ucieka z pola walki albo pobudza do ucieczki towarzyszy broni, podlega karze śmierci.

[79] Art. 109 dotyczy ucieczki z pola walki. W stanie faktycznym buntu na okręcie nie było pola walki, z którego oskarżony jakoby uciekał. Sytuacja jaka dotknęła trzech oficerów można porównać jedynie do wzięcia do niewoli lub internowania, a faktycznie oficerowie zostali na krótki okres czasu pozbawieni wolności.

[80] Art. 1. § 1. Kto dopuszcza się gwałtownego zamachu na jednostkę sił zbrojnych polskich lub sprzymierzonych, podlega karze więzienia na czas nie krótszy od lat 5 lub więzienia dożywotniego.

§ 3. Jeżeli z czynu określonego w § 1 lub § 2, wynikła śmierć lub ciężkie uszkodzenie ciała albo jeżeli sprawca dopuścił się gwałtownego zamachu przy użyciu broni lub innych okolicznościach szczególnie niebezpiecznych, podlega karze więzienia na czas nie krótszy od lat 10 lub dożywocia albo karze śmierci.

[81] Art. 90. KKWP Kto działając na szkodę Państwa Polskiego, dopuszcza się zbierania lub przekazywania wiadomości, stanowiących tajemnice państwowa lub wojskowa, przechodzi na stronę nieprzyjaciela lub ucieka zagranicę podlega karze więzienia od lat 10 do 15 albo karze śmierci.

[82] W dokumentach występuje Borta lub zamiennie Boruta. Nie jestem w stanie zweryfikować, która pisownia jest prawidłowa.

[83] W dokumentach występuje Lampert lub zamiennie Lempert. Nie jestem w stanie zweryfikować, która pisownia jest prawidłowa.

[84] Edward Obertyński mylnie podał, że Zygmunta Tutkę, radiotelegrafistę Sąd uniewinnił, gdyż udowodniono, że o zaistniałym zdarzeniu próbowano powiadomić Centrum Dowodzenia. Edward Obertyński, Próby ucieczek marynarzy Polskiej Marynarki Wojennej w latach 1949 – 1954 [w:] , Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego, s. 40.

[85] Art. 142 § 1. Żołnierz, który dopuścił się bezczynności władzy, to jest zaniechał wykonania czynów, które z tytułu służby winien był wykonać, jeżeli popełniał to ze względu na korzyść osobistą lub z innych pobudek osobistych, choćby ono nie wywołało, ale przestępca był świadom, że mogło wywołać szkodliwe następstwa, podlega karze więzienia.

[86] Sąd rozstrzyga oddzielnie o winie i karze. Antoni Borgosz został uznany za winnego popełnienia przestępstwa z art. 142 § 1 KKWP, natomiast pomimo uznania winy odstąpił od kary uznając, że zachodzą przesłanki  z art. 55 § 3 KKWP, tj. że oskarżony już w chwili rozpatrywania sprawy przestał być niebezpiecznym dla istniejącego porządku prawnego. Z tego powodu błędne jest stwierdzenie Jerzego Przybylskiego, że sąd uwolnił Antoniego Borgosza od winy. Jerzy Przybylski, Czy na pewno prowokacja? Jeszcze raz w sprawie OH „Żuraw”, Przegląd Morski 1989, nr 10, s. 69-79.

[87] Treść całego listu opublikowano [w:] Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego, s. 162-168.

[88] Archiwum Wojskowe w Toruniu Oddział zamiejscowy w Gdyni, teczka nr 287/53/61. Rozkazy dzienne dowódcy ORP „Żuraw” nr 1-165, rozkaz dzienny z dnia 2 maja 1951 r. awansujący Stefana Meliona na stopień mata.

[89] AIPN BUL386/225, teczka pracy TI „Zosia”, agenturalny meldunek z dnia 6.08.1951 r., k. 9.

[90] Wnioski te były absurdalne i nie były poparte jakimikolwiek dowodami, a były jedynie emanacją chorych wyobrażeń oficerów informacji.

[91] Niestety nie dotarłem do archiwalnych akt sprawy Stefana Meliona, ani innych dokumentów potwierdzających jego relację.

[92] Sprawę rozpoznano pod sygnaturą Sn.Odw.W.910/51.

[93] AIPN Gd 164/44/DVD, s. 11-22 projekt rewizji nadzwyczajnej Naczelnego Prokuratora Woskowego sporządzony w styczniu 1982 r. przez płk Stanisława Przyjemskiego z Oddziału Sądowo-Rewizyjnego Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Zobacz też AIPN Gd 164/45/DVD, k. 22, 23.

[94] AIPN Gd 163/43/DVD, k. 26, 27, 18, 29, 30.

[95] Tamże, k. 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37.

[96] Informacja o oddaleniu rewizji zawarta jest w cytowanych wyciągach z repertorium „S” Sądu Marynarki Wojennej.

[97] Dziennik Ustaw nr 48 poz. 309.

[98] Postanowienie Prokuratora Prokuratury Marynarki Wojennej z dnia 9 stycznia 1953 r. o zastosowaniu amnestii.

[99] We własnoręcznym życiorysie Gurbiel podał, że opuścił więzienie 17 czerwca 1955 r. AIPN Kr 010/8324, k. 13. Natomiast z postanowienia Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 3.07.1997 r. (Żo Un 7/97) wynika, że opuścił on więzienie 18 czerwca 1955 r. (AIPN Gd 164/45, k. 81)

[100] AIPN Gd 164/45/DVD, k. 21, 27.

[101] Tamże, k. 24.

[102] IPN Gd 164/42/DVD.

[103] AIPN Gd 164/44/DVD, k. 8-9, oświadczenie płk Stanisława Przyjemskiego, k. 11-22 projekt rewizji nadzwyczajnej ze stycznia 1982 r. Nie można wykluczyć, że przyczyną nieskierowania rewizji była ogólna sytuacja w kraju spowodowana wprowadzeniem stanu wojennego i rozlicznymi procesami członków Solidarności.

[104] Art. 1 ust. 1 tekstu pierwotnego brzmiał: Uznaje się za nieważne orzeczenie wydane przez polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości lub przez organy pozasądowe od rozpoczęcia ich działalności na ziemiach polskich począwszy od 1 stycznia 1944 r. do 31 grudnia 1956 r., jeżeli czyn zarzucany lub przypisany był z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego albo orzeczenie wydano z powodu takiej działalności, jak również orzeczenie wydane za opór przeciwko kolektywizacji wsi i obowiązkowym dostawom.

[105] AIPN Gd 164/43, k. 6.

[106] Aktom spraw zakończonych nadaje się kategorię, która określa okres czasu po upływie którego ulegają one zniszczeniu. Nie wolno niszczyć akt o znaczeniu historycznym, a taki charakter miały akta spraw marynarzy „Żurawia”.

[107] Repertoria sądowe i prokuratorskie nie podlegają nigdy zniszczeniu, a zawierają wpisy, które dotyczą najbardziej istotnych zdarzeń procesu oraz przebiegu postępowania wykonawczego.

[108] AIPN Gd 164/43/DVD, k. 40-41.

[109] AIPN Gd 164/44/DVD, k. 48.

[110] Niestety nie dotarłem do dokumentów i nawet nie wiem czy odtworzono akta sprawy trzech oficerów Ignatowicza, Bogumiła i Iwanowa, którzy skazani zostali w odrębnym procesie, a wyrok wydano w dniu 2 wrzesnia 1951 r. Nie dotarłem też do dokumentów dotyczących unieważnienia im wyroków i ewentualnego zasądzenia odszkodowania i zadośćuczynienia.

[111] AIPN Gd 164/46/DVD, k. 58-59. Sąd uznał, że wprawdzie Michalski nie popełnił zarzucanego mu przestępstwa, ale jego zachowanie polegające na braku zamiaru dezercji do Szwecji, kierowanie się dobrem okrętu, co spowodowało, że nie podjął walki skutkuje, że represje nie miały związku z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Sąd sugerował, że należy uzyskać wyrok uniewinniający na innej drodze. Dziwną woltę zrobił prokurator Prokuratury Marynarki Wojennej, który złożył wniosek o unieważnienie wyroku, a w czasie posiedzenia sprzeciwił się własnemu wnioskowi.

[112] Tamże, k.73-75.

[113] Tamże, k. 79. W uzasadnieniu wyrku Sąd najwyższy podzielił stanowisko Sądu POW w Bydgoszczy.

[114] Tamże, k. 88-90.

[115] Tamże, k. 95-97. W uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że przestępstwo z art. 142 § 1 KKWP polega na bezczynności władzy, a odpowiedzialności podlega żołnierz, który zaniechał czynności, którą powinien był wykonać z tytułu swoich obowiązków służbowych. Marian Michalski był radiotelegrafistą i zeznał, że zachował się biernie, bo uważał, że przeciwstawienie się buntowi może doprowadzić do nieobliczalnych strat wśród załogi i mienia. Sąd Najwyższy uznał, że nie miał on służbowego obowiązku podejmowania działań zmierzających do zapobieżenia uprowadzenia okrętu, a tym samym nie mógł popełnić przypisywanego mu przestępstwa.

[116] Przyjmuje się, że szkodą jest wszystko to co skazany stracił w wyniku skazania i odbycia kary. W ramach odszkodowania można było żądać np. kosztów wynagrodzenia obrońcy oraz utraconych zarobków jakie skazany by uzyskał, gdyby w czasie odbywania kary pracował zawodowo i uzyskiwał wynagrodzenie. Natomiast zadośćuczynienie za doznane krzywdy jest kategorią bliżej nieokreśloną, gdyż trudno jest przeliczyć cierpienia fizyczne i psychiczne, doznawane upokorzenia na konkretne pieniądze. Przyznawanie zadośćuczynienia opiera się na uznaniu Sądu.

[117] Zob. więcej, Tadeusz Wolsza, Więzienia Stalinowskie w Polsce. System, codzienność, represje, Wydawnictwo RM 2013.

[118] Omawiane postanowienia przyznawały marynarzom „Żurawia” odszkodowania i zadośćuczynienia w skandalicznie niskiej wysokości. Dla porównania powszechnie znany jest przypadek pewnej celebrytki, której wykonano zdjęcie, gdy opalała się na plaży topless. Sąd zasądził na jej rzecz tytułem zadośćuczynienia 80.000 zł.

[119] Notatka Dyrektora Departamentu Śledczego MBP z dnia 9 sierpnia 1951 r. w związku ze zdradą ojczyzny 12 marynarzy z okrętu wojennego HG-11 „Żuraw” [w:] , Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, pod redakcją Jerzego Przybylskiego, s. 137-138. W notatce tej nieprawidłowo napisano Chycki przez samo „H”.

[120] Tamże, k.138-139, pismo pułkownika Różańskiego do Szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach. Należy zauważyć, że postanowienie o tymczasowym aresztowaniu prokurator wydał przed przesłuchaniem aresztowanych  zanim został zgromadzony jakikolwiek materiał dowodowy uzasadniający winę aresztowanych. Jest to jeden z wielu przykładów bezprawia.

[121] Tamże, k.169-174, rozmowa redaktor Magdy Malinowskiej z redakcji TVN „Ucieczki” z bratem Henryka Barańczaka – Czesławem Barańczakiem i jego żoną Mirosławą przeprowadzona 12 maja 2004 r.

[122] Prokurator marynarki Wojennej w grudniu 1951 r. rozesłał za wszystkimi 12 uciekinierami listy gończe, co odnotowano w Repertorium „S” Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni.

[123] AIPN BU 2386/15662 sprawa operacyjnego poszukiwania nr 3184 kryptonim „Szwed” dotycząca starszego marynarza Jerzego Czarnieckiego, notatka służbowa z dnia 23 sierpnia 1955 r. sporządzona przez majora J. Kalisza, k.16-19. Z notatki tej nie wynika dlaczego wszczęto tylko 11 spraw, a pominięto uciekiniera mata Eugeniusza Kłusek.

[124] Jerzy Przybylski, Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga. Zbiór studiów i dokumentów o uprowadzeniu okrętu i przebiegu śledztwa, s. 15. Wskazano, że Henryk Barańczak w Stanach Zjednoczonych przebywał od 1956 r. Niestety autor nie wskazał źródła swojej informacji. Jest ona w sposób oczywisty sprzeczna z informacją zawartą w notatce mjr J. Kalisza. Skoro autor notatki powołuje się na korespondencję władz amerykańskich z konsulatem polskim w sprawie deportacji oraz na list z USA, to niemożliwe jest, aby zdarzenia te miały miejsce w 1956 r., skoro notatka została spisana rok wcześniej.

[125] AIPN BU 001710/108, k.26, notatka służbowa.

[126] Tamże, k. 7.

[127] Tamże, k. 46-49. W ramach tego plano nawiązano współpracę z placówkami w Krakowie, Żywcu,.

[128] Tamże, k.11, postanowienie o zaniechaniu prowadzenia sprawy.

[129] Wojskowa Służba Wewnętrzna [WSW] była następczynią niechlubnej Informacji. Zob. więcej, Radosław Peterman, Rola Wojskowej Służby Wewnętrznej w organach bezpieczeństwa Państwa w latach 1957-1990. [w:] „Politycznie obcy!”, Żołnierze Wojska Polskiego w zainteresowaniu Komunistycznego aparatu represji i propagandy w latach 1944-1956, pod redakcją Bogusława Polaka i Pawła Skubisza, IPN Szczecin, s. 315-321.

[130] Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że Agnieszka Jabłońska pojechała do Kanady używając fortelu i spotkała się tam z synem Wacławem.

[131] AIPN Bu 2386/15670, k.7, postanowienie o zakończeniu prowadzenia sprawy.

[132] AIPN Kr 010/1515 Sprawa ewidencyjno-obserwacyjna.

[133] Tamże, k.23 odpis z oświadczenia ujawnionego z dnia 2 kwietnia 1947 r.

[134] AIPN Ks 010/8324  Sprawa ewidencyjno-obserwacyjna.

[135] Tamże, k.13 życiorys własnoręcznie napisany przez Ryszarda Gurbiel.

[136] Tamże, k.20 wniosek z dnia 9.10.1956 r.

[137] Jerzy Przybylski stoi na stanowisku, że decyzja o buncie była nierozważną w swoich skutkach. Dalej pisze: „Jeżeli działali pod wpływem oficerów Informacji narazili swoich kolegów, a także setki innych osób na fizyczne i moralne cierpienia. Jeżeli działali samodzielni i tylko pod wpływem emocji muszą mieć świadomość odpowiedzialności za sekwencję wydarzeń, które miały miejsce w Marynarce Wojennej po 1 sierpnia 1951 r.” Jerzy Przybylski, Czy na pewno prowokacja? (Jeszcze raz w sprawie OH „Żuraw”), „Przegląd Morski”, 1989, nr 10, s. 69-79. Jerzy Przybylski podobny pogląd prezentuje w Okręt hydrograficzny „Żuraw” i jego załoga, s. 90 pisząc: „Brak rozwagi w podejmowaniu tej decyzji [tj. wywołania buntu i pozostania w Szwecji, dop. E. S.] spowodował, że zwolniono z Marynarki Wojennej prawie 250 oficerów i podoficerów zawodowych oraz ponad 100 marynarzy i podoficerów służby zasadniczej spośród których większość sądzono i skazano na wiele lat więzienia. Wielu z nich w trakcie wykonywania wyroku pracowało w kopalniach węgla kamiennego i rudy uranowej. Jednocześnie wysiedlono z Trójmiasta i wybrzeża ok. 100 żołnierzy zawodowych i członków ich rodzin lub rodzin skazanych żołnierzy zawodowych. Wśród wysiedlonych w głąb Polski byli m.in. kadm. Włodzimierz Steyer, żona kmdr Zbigniewa Przybyszewskiego, st. bosm. Czesław Przybylski, kmdr por. Stefan de Walden, kmdr por. Franciszek Dąbrowski obrońca Westerplatte.”

[138] Twierdzenia takie wysnuwa m.in. Julian Czerwiński, Wojciech Święcicki, Aleksander Gosk, jak również Jerzy Iwanow.

[139] W niniejszej pracy po raz pierwszy ujawniam teczki personalne i pracy tajnych współpracowników, gdyż materiały te nie były wcześniej znane badaczom, ani też nie były publikowane.

[140] Sędzia mjr Teofil Karczmarz mawiał „My sędziowie nie od Boga, jak trzeba skazać to skażemy”. Cytat za Andrzejem Albertem, Najnowsza historia Polski 1914-1993, t. II, s. 217.

[141] Powszechnie znanym przykładem jest zachowanie Kserksesa króla Persów, który nakazał swoim sługom wymierzyć morzu 300 batów i do wody spuścić kajdany.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby komentować.