Batoh – sarmacki Katyń

            Zdarzenia, które miały miejsce w dniach 3 i 4 czerwca 1652 roku, w historii Polski są tragiczne, ale przede wszystkim są czarną kartą dziejów Ukrainy. W ciągu tych dwóch dni Bohdan Chmielnicki nakazał w okrutny sposób wymordować około 3.000 bezbronnych polskich jeńców. Banderowcy na Wołyniu w 1943 roku mieli gotowe wzorce postępowania.

            Rok 1652 był dla Polski niepomyślny. Zaczęło się od skazania przez sąd marszałkowski na karę śmierci zdrajcy Hieronima Radziejowskiego, ale sejm, po zatwierdzeniu tego wyroku, został po raz pierwszy zerwany w wyniku veta posła Siecińskiego. Zaczęły się również epidemie dżumy, tyfusu plamistego i czarnej ospy, które przez następne 11 lat szalały w I Rzeczypospolitej. Jednym z nieszczęść, jakie dotknęły Polskę była bitwa pod Batohem, która rozegrała się w dniach 1 i 2 czerwca 1652 roku. Po zwycięskiej bitwie pod Beresteczkiem w 1651 roku, wydawało się, że powstanie Chmielnickiego dogorywa. Jednakże brak zdecydowanych działań ze strony Rzeczypospolitej spowodował, że Chmielnicki zdołał się odbudować i postanowił zająć Mołdawię i Wołoszczyznę, wykorzystując mariaż swojego syna  Tymoszki z Rozandą, która była córką hospodara Bazylego Lupula. Aby zrealizować ten zamiar, razem z wojskiem kozackim oraz Tatarami, ruszył do Mołdawii. Plany Chmielnickiego w sposób oczywisty były niekorzystne dla Polski i dlatego hetman Marcin Kalinowski postanowił zatrzymać Kozaków w drodze do Mołdawii. Kalinowski zgromadził około 10-12 tysięcy wojsk kwarcianych pod Batohem w województwie bracławskim. Dyscyplina w obozie nie była dobra, albowiem znaczna część żołnierzy nie otrzymała żołdu, czego przyczyną było zerwanie sejmu, który miał uchwalić pieniądze dla wojska. Hetman Kalinowski dowodził wojskiem w sposób nieudolny, gdyż nie zadbał, aby rozpoznać siły wroga i bezpodstawnie przypuszczał, że ma do czynienia jedynie z Kozakami w sytuacji, gdy Chmielnicki po raz kolejny wszedł w sojusz z Tatarami i jego siły co najmniej dwukrotnie lub trzykrotnie przewyższały liczebnie wojsko polskie. Błędem było również rozłożenie się obozem na dużym terenie, który był trudny do obrony. Kolejnym błędem było dopuszczenie, aby Tatarzy i Kozacy przekroczyli rzekę Boh i okrążyli wojska polskie. Jakby nieszczęść było mało, część dowódców kwestionowała sposób dowodzenia wojskiem przez hetmana Kalinowskiego i doszło do jawnego buntu znacznej części wojska. Chaos pogłębił sam Kalinowski, który nakazał artylerii, aby strzelała do własnych, zbuntowanych oddziałów. Drugiego dnia walk atak Kozaków i Tatarów z trzech stron doprowadził do przełamania obrony i w konsekwencji wojsko polskie poszło w rozsypkę. Hetman Kalinowski zginął w walce, próbując odbić swojego syna. Kilka tysięcy polskich żołnierzy poległo na placu boju, a około 3 do 3,5 tysiąca dostała się do niewoli, głównie tatarskiej. Patrząc z perspektywy żołnierzy, którzy trafili do niewoli, mogli się oni spodziewać, że Tatarzy zachowają się w sposób typowy, tj. będą domagać się od rodzin wykupienia jeńców, a tych biedniejszych sprzedadzą na targu niewolników w Turcji. Ten utarty schemat nie spełnił się, albowiem Bohdan Chmielnicki zaoferował Tatarom więcej pieniędzy aniżeli mogli oni spodziewać się od rodzin i wykupił z ich rąk około 3 do 3,5 tysiąca jeńców. Następnego dnia po bitwie, tj. 3 czerwca 1652 roku Bohdan Chmielnicki osobiście doglądał rzezi na polskich jeńcach. Zabijano ich w różny, hańbiący żołnierzy sposób – siekierami, pikami, toporami, a najczęściej podrzynano gardło. Zabito w ten sposób wszystkich wykupionych z rąk Tatarów jeńców. W okrutnych męczarniach zginęli m.in. Marek Sobieski – brat Jana, późniejszego króla, syn hetmana Samuel Kalinowski, generał artylerii Zygmunt Przyjemski, rotmistrz Marcin Czarniecki i ośmiu jego kuzynów. Brat Marcina – Stefan Czarniecki, który pełnił funkcję oboźnego koronnego, w niezwykły sposób uniknął egzekucji pomimo, że również trafił do niewoli, ale ukrył go życzliwy Tatar.

Mord na polskich jeńcach odbył się „na zimno” i w sposób metodyczny. W tym czasie bywało tak, że w ferworze bitwy zabijano poddających się przeciwników, ale nie zdarzało się, aby już po zakończeniu walk mordować masowo bezbronnych jeńców. To, co zdarzyło się w dniach 3 i 4 czerwca 1652 roku możemy porównać jedynie z mordem w Katyniu i dlatego zasadnym jest określenie tej zbrodni jako sarmackiego Katynia. Okrutny sposób zamordowania bezbronnych jeńców był naśladowany na kresach wschodnich w 1943 roku.

Różni badacze podejmują próby racjonalnego wytłumaczenia zbrodniczego zdziczenia Chmielnickiego i Kozaków. Niektórzy twierdzą, że Chmielnicki chciał w ten sposób wprowadzić w swoich szeregach większą dyscyplinę, gdyż spotykał się z buntami we własnych szeregach. Przypuszcza się również, że Chmielnicki mógł się obawiać, że Tatarzy odprowadzą jeńców na Krym, a tym samym nie będą chcieli uczestniczyć w wyprawie na Mołdawię. Są też przypuszczenia, że w ten sposób chciał ostatecznie odciąć się od Rzeczypospolitej i od jakichkolwiek z nią układów. Można również zakładać, że Chmielnicki działał z zemsty i chciał „rezać Lachów”. Być może któraś z tych przyczyn, bądź wszystkie razem, są uzasadnione, ale niewątpliwie sposób zachowania Chmielnickiego wskazuje, iż był on psychopatą.

Godne ubolewania jest, że nasz aktualny sojusznik, któremu przekazaliśmy i przekazujemy znaczne środki, uznaje ludobójstwo na jeńcach za powód do chwały, gdyż w 2002 roku wolna Ukraina uczciła zbrodnię pod Batohem, wydając monetę o nominale 5 hrywien z okazji 350-lecia jej dokonania. Zbrodniarz Chmielnicki, który zaledwie dwa lata później, w wyniku ugody w Perejesławiu oddał Ukrainę pod panowanie cara moskiewskiego, na Ukrainie ma status bohatera narodowego. Nie rozumiem, z jakiego powodu człowiek, który zdradził Ukrainę tak, jak Hieronim Radziejewski Rzeczpospolitą, cieszy się wśród Ukraińców ogromną popularnością,  stawia się mu liczne pomniki, a nawet miasto nazwano jego imieniem.  Obecna wojna ukraińsko-rosyjska jest następstwem głupoty Chmielnickiego, tylko kiedy to dotrze do świadomości Ukraińców.

Edward Stępień

Artykuł opublikowany w czasopiśmie „Do Rzeczy” w dniu 1-7 czerwca 2026 r. numer 23/683, str. 58-59.

Wywiad redaktora Jarosława Banasia z adwokatem Edwardem Stępniem.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby komentować.