2. Teczka zagadnieniowa kryptonim ”Palestra”

Służba Bezpieczeństwa miała ambicję, aby kontrolować całe społeczeństwo i wszystkie przejawy jego działalności, ale z powodów ograniczeń natury technicznej nie była w stanie osiągnąć zamierzonego ideału. Z tego powodu grupy zawodowe bądź środowiska były różnie traktowane, w zależności od oceny zagrożenia dla reżimu komunistycznego. Na podstawie tego kryterium najbardziej wszechstronnie kontrolowano kler katolicki. Wyrazem tego było wyodrębnienie Wydziału IV Służby Bezpieczeństwa, który zajmował się zwalczaniem Kościoła katolickiego. Kompleksowej kontroli poddawano również całe środowisko ludzi morza, marynarzy i rybaków, którzy z racji wykonywanego zawodu mieli kontakt z zagranicą, a tym samym byli bardziej odporni na rodzimą propagandę. Taką szczególnie „wyróżnioną” przez bezpiekę grupą zawodową byli też adwokaci. Służba Bezpieczeństwa (tak jak wcześniej Urząd Bezpieczeństwa) stawiała sobie za zadanie, by wymiar sprawiedliwości posłusznie realizował cele państwa komunistycznego. Po II wojnie światowej sądy i prokuratury obsadzane były ludźmi pewnymi ideologicznie, czego wyrazem było dążenie do tzw. stuprocentowego upartyjnienia sędziów i prokuratorów. W latach 40-tych utworzono tzw. „Szkołę Duracza”, która prowadziła kilkumiesięczne przeszkolenia ludzi posłusznych ideologicznie, którzy częstokroć nie mieli nawet matury, a zostawali sędziami i prokuratorami. O wiele trudnej przychodziło policji politycznej sprawować kontrolę nad adwokatami, którzy musieli legitymować się wyższymi studiami prawniczymi i wykonywali wolny zawód. Jednym ze sposobów zwiększenia nadzoru nad adwokaturą był pomysł, aby przymusić ich do wykonywania zawodu jedynie w zespołach adwokackich. Starano się też, aby jak największa liczba adwokatów zapisała się do PZPR-u. Rezultaty były raczej mizerne, gdyż stan „upartyjnienia” adwokatów nie przekraczał nawet 20%.[1]

Adwokaci pamiętający czasy PRL-u wiedzą, że ich środowisko było pilnie obserwowane przez Służbę Bezpieczeństwa. Jak dotychczas, zakres infiltracji adwokatury nie był przedmiotem szczegółowych badań. Z materiałów zgromadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa w teczce zagadnieniowej pod kryptonimem „Palestra”, nr rej. 6618/69[2], wynika, iż adwokaci, jako środowisko zawodowe, podobnie jak duchowni, byli poddani w całości szczególnej obserwacji. W orbicie zainteresowań Służby Bezpieczeństwa pozostawali wszyscy adwokaci. W teczce zagadnieniowej pod kryptonimem „Palestra”, prowadzonej dla koszalińskiej Izby Adwokackiej, znajdują się szczegółowe charakterystyki wszystkich adwokatów Izby. Służba Bezpieczeństwa dysponowała również zdjęciami adwokatów. Jednym ze źródeł wiedzy były akta osobowe adwokatów, przechowywane w Izbie[3].

Postanowienie o założeniu odrębnej teczki zagadnieniowej pod kryptonimem „Palestra” zapadło w dniu 23.12.1969 r. Kpt. SB Tadeusz Nowicki wniosek uzasadnił dużą ilością materiałów pozostających w dyspozycji SB, które należało usystematyzować[4]. Pomimo, iż teczkę założono pod koniec 1969 r., znalazły się w niej materiały sięgające 1961 r. Systematyczne gromadzenie dokumentów trwało do 1974 r., kiedy to postanowiono ją zamknąć. W teczce tej znalazły się materiały o różnorodnym charakterze. Są w niej notatki funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, relacje tajnych współpracowników, raporty składane Naczelnikowi Wydziału II Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jak również opracowania kompleksowe, dotyczące niektórych adwokatów. Różnorodność dotyczy ich ciężaru gatunkowego, bowiem oprócz spraw istotnych z punktu widzenia reżimu, jak np. kontaktów adwokatów z zagranicą, znajdują się również materiały dotyczące czynów nieobyczajnych bądź mających wydźwięk kompromitujący. Szczególne zainteresowanie budziła narodowość, a w tym dążono do ustalenia, który z członków palestry ma pochodzenie żydowskie. W kręgu zainteresowań funkcjonariuszy SB były wszelkie przejawy działalności samorządu adwokackiego. Służbę Bezpieczeństwa interesowały nie tylko wybory do władz samorządowych, ale również wszelkie ruchy personalne, np. zmiana siedziby.

Do pracy w środowisku adwokatów Izby Koszalińskiej na przełomie lat 60-tych i 70-tych było skierowanych trzech funkcjonariuszy SB. Grupą kierował kpt. Tadeusz Nowicki, a w jej skład wchodzili kpt. Wiesław Trojanowski i ppor. Henryk Rosiński[5]. SB udało się zwerbować w charakterze tajnych współpracowników trzech adwokatów, którym nadano pseudonimy „Robert”, „Rostowski” i „Mediator”. Każdy z nich przez wiele lat pozostawał w stałych kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa, niektórych wynagradzano. Korzystano również z usług byłych tajnych współpracowników o pseudonimach „Stanisław” i „Konrad”.

Służba Bezpieczeństwa bardzo dużą uwagę przywiązywała do wyborów do organów samorządowych. Przede wszystkim starano się doprowadzić do wyboru osoby należące do PZPR bądź Stronnictwa Demokratycznego. W sposób aktywny przeciwdziałano wybieraniu do samorządu osób, które wg SB nie spełniały ich kryteriów[6]. W teczce znajduje się znaczna ilość materiałów dotyczących wyborów do organów Izby Adwokackiej w Koszalinie, odbytych 11.04.1970 r. SB zaniepokoiło, że najwięcej głosów do Rady uzyskał adw. dr Józef Filipowski, który stał się najpoważniejszym kandydatem do objęcia funkcji dziekana. Adw. dr Józefa Filipowskiego określano jako zagorzałego klerykała, utrzymującego ścisłe kontakty z miejscowym klerem i który z racji świąt gości u siebie księży[7]. Ze zgromadzonych materiałów wynika, iż dr Józef Filipowski został poddany szczegółowej i kompleksowej inwigilacji. W notatce służbowej, sporządzonej przez funkcjonariusza SB, cytowano m.in. treść jego prywatnych listów kierowanych do rodziców. Służba Bezpieczeństwa inspirowała Komitety Wojewódzkie PZPR i SD, aby podjęły zdecydowaną akcję przeciwko wyborowi dr Józefa Filipowskiego na dziekana[8]. Obecnie nie można ocenić, czy działania Służby Bezpieczeństwa były skuteczne, gdyż dr Józef Filipowski zmarł[9]. Dziekanem został wybrany kołobrzeski adwokat Czesław Bielicki, członek PZPR[10]. Początkowo Służba Bezpieczeństwa z wyboru tego była usatysfakcjonowana. Wskazywano, iż Czesław Bielicki jest znanym aktywistą partyjnym, na którym można polegać, że z obowiązków dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej wywiąże się należycie. W późniejszym okresie Służba Bezpieczeństwa doszła do wniosku, iż dziekan Czesław Bielicki w oficjalnych kontaktach jest poprawny, natomiast jego zachowania funkcjonariusze SB oceniali jako „dwulicowe”. Zarzucano mu, iż przed otoczeniem maskuje swój rzeczywisty światopogląd, czego wyrazem był fakt, że w sierpniu 1965 r. ochrzcił swoje dziecko w Koszalinie. Aby zamaskować tę uroczystość, podróż z Kołobrzegu do Koszalina odbył pociągiem. Szczegółowej analizie poddano wyjazdy zagraniczne dziekana Bielickiego i ustalono, iż wskazywany naukowy cel podróży jest niewiarygodny. Wg jednego z donosów, Czesław Bielicki zachował się kompromitująco na terenie Austrii i Włoch, gdyż interesował się zakupami i wydatkował więcej pieniędzy niż oficjalnie posiadał (każdy z uczestników dysponował kwotą 18 dolarów)[11].

Szczególnie wiele uwagi Służba Bezpieczeństwa poświęcała adw. Ludwikowi Gottingerowi[12], członkowi Zespołu Adwokackiego w Kołobrzegu, urodzonemu 25.08.1904 r. w Stryju, narodowości i obywatelstwa polskiego. Ludwik Gottinger studia prawnicze ukończył w 1925 r. na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W 1932 r. po odbyciu aplikacji sądowej i zdaniu egzaminu sędziowskiego, pracował w Sądzie Grodzkim w Przemyślu, a od 1937 r. był wiceprokuratorem Sądu Okręgowego w Lublinie. W okresie okupacji prowadził biuro podań i tłumaczeń języka niemieckiego. W 1944 r. Ludwik Gottinger został zmobilizowany w szeregi Wojska Polskiego i skierowany do korpusu Oficerów Służby Sprawiedliwości. Do końca 1949 r. awansował do stopnia majora i pełnił różne funkcje w Prokuraturze Wojskowej w Lublinie, Warszawie i Katowicach oraz był sędzią Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie. Po zdemobilizowaniu z wojska, od czerwca 1950 r. rozpoczął praktykę adwokacką w Lublinie. W dniu 13.10.1952 r. Ludwik Gottinger został aresztowany przez WUBP w Lublinie pod zarzutem udzielania pomocy materialnej i ukrywania przed aresztowaniem członków zbrojnej i nielegalnej organizacji, działającej pod nazwą „Dalsza Armia Podziemna”. Ludwik Gottinger został skazany na 10 lat więzienia. W dniu 26.06.1956 r. Najwyższy Sąd Wojskowy zatwierdził 26.05.1953 r. wyrok WSR w Lublinie. Ten sam Sąd Najwyższy w Warszawie na posiedzeniu 6.12.1956 r. uchylił w trybie rewizji nadzwyczajnej wyrok w sprawie Gottingera.

Ludwik Gottinger po opuszczeniu więzienia prowadził praktykę adwokacką w Warszawie, a później w Kołobrzegu. Służba Bezpieczeństwa dysponowała szczegółowymi informacjami dotyczącymi przebiegu pobytu adw. Gottingera w Niemczech w 1959 r. Ustalono osoby, z którymi się kontaktował, oraz że na zlecenie Wernera Schultza z Instytutu Studium Prawa Wschodniego napisał dwie prace naukowe, dotyczące prawa obowiązującego w Polsce. Z inspiracji tegoż Instytutu Ludwik Gottinger zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o wyrażenie zgody na zorganizowanie konferencji prawników polskich i niemieckich na tematy wywłaszczenia, konfiskaty i nabycia przez Państwo Polskie własności oraz akcji osiedleńczej na ziemiach zachodnich w świetle prawa międzynarodowego. Ministerstwo nie wyraziło zgody na powyższą inicjatywę[13].

Służba Bezpieczeństwa ustaliła, że w czasie pobytu w RFN Gottinger otrzymywał zlecenia obrony aresztowanych Niemców w Polsce, opiekę nad nimi i ich rodzinami oraz udzielanie porad prawnych i interwencji prawnej u władz polskich w sprawach związanych z uzyskiwaniem pozwoleń na stały wyjazd do RFN. Zlecenia owego miał udzielić Ewald Garlepp – kierownik Wydziału Porad Prawnych organizacji „Hilsfswerg” w Stuttgardzie, a jednocześnie członek CDU i współpracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Bonn. Służba Bezpieczeństwa ustaliła, że Ewald Garlepp przekazywał systematycznie różne kwoty od 50 do 200 marek niemieckich na konta Ludwika Gottingera w polskich bankach. Fakty te dały podstawę do wszczęcia przez Prokuraturę Rejonową w Kołobrzegu postępowania karnego o przestępstwo z art. 56 ustawy karno-skarbowej, a równocześnie wiceminister sprawiedliwości decyzją z dnia 25.04.1962 r. zawiesił go w czynnościach adwokata. Pod koniec 1962 r. postępowanie karne zostało umorzone wobec braku stwierdzenia czynu zabronionego. Ludwik Gottinger odzyskał zdolność wykonywania zawodu, lecz rok później, w grudniu 1963 r., Prokurator Rejonowy w Kołobrzegu postanowił podjąć umorzone postępowanie, gdyż umorzenie nie było uzasadnione zebranymi dowodami. W konsekwencji przedstawiono mu zarzuty prowadzenia na zlecenie cudzoziemców 40 spraw. Ludwik Gottinger nie przyznał się do zarzutów, pomimo iż potwierdził prowadzenie spraw na zlecenie cudzoziemców. Postępowanie zostało umorzone w oparciu o dekret o amnestii z dnia 20.07.1964 r.

Kłopoty Ludwika Gottingera były wynikiem braku współpracy z SB. Tak na przykład w 1961 r., przed procesem Ahlrischa, oskarżonego o działanie na rzecz wywiadu zachodnioniemieckiego, funkcjonariusze Wydziału II Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Koszalinie prowadzili rozmowy z adwokatem w celach, jak to określono, „wykorzystania go do pomocy w sprawie”. Ludwik Gottinger wyraził formalnie zgodę, jednak swoim postępowaniem absolutnie w niczym nie pomógł, a wręcz przeciwnie, jak ujęto to w notatce, „kontakt ten starał się wykorzystać do osiągnięcia własnych celów”. Z dalszych prób wykorzystania Gottingera zrezygnowano i poddano go operacyjnemu rozpracowaniu.  Ustalono, że w czasie procesu Ahlrischa adwokat Gottinger dopuścił się wg SB niedozwolonych metod obrony, a mianowicie nakłaniał oskarżonego do odwołania zeznań złożonych w toku śledztwa. O podejrzeniach zawiadomiono Prokuraturę Wojskową, a następnie decyzją Szefa Zarządu Sądownictwa Wojskowego z dnia 2.08.1961 r. został skreślony z listy obrońców wojskowych. Operacyjne rozpoznanie polegało m.in. na pełnej kontroli korespondencji i rozmów telefonicznych. Ludwik Gottinger zdawał sobie z tego sprawę, gdyż listy do Niemiec przesyłał przy pomocy marynarzy, a Służbie Bezpieczeństwa nie udało się przeciąć tego kanału. Gottinger, wiedząc o podsłuchach, nie krył emocji i wielokrotnie wypowiadał się w sposób dosadny.[14]

Służba Bezpieczeństwa osiągnęła zamierzony cel, gdyż w 1969 r. doprowadziła do skreślenia z listy adwokatów Ludwika Gottingera.[15] Adwokaci Czesław Bielicki i Ludwika Gottinger nie żyją już od wielu lat. Swój zawód w tych trudnych czasach wykonywali z poświęceniem i godnością.

Materiały Służby Bezpieczeństwa zgromadzone w teczce pod kryptonimem „Palestra”, rzucają nowe światło na codzienną praktykę reżimu komunistycznego w latach 60-tych i na początku lat 70-tych. Wynika z nich, że dla SB równie ważna była kontrola samorządu adwokackiego w ośrodkach centralnych, co i na prowincji. W późniejszym okresie Służba Bezpieczeństwa prowadziła sprawę operacyjną również pod kryptonimem „Palestra”, w ramach której inwigilowano adwokatów Izby koszalińskiej, w tym i adwokatów kołobrzeskich. Dotychczasowe poszukiwania tych materiałów są nieskuteczne. Odnalazłem materiały pod kryptonimem „Zbiórka”, z których wynika, iż prowadzona była zbiórka pieniędzy na wypłatę wynagrodzeń dla adwokatów broniących w procesach politycznych. Akcja taka jest wątpliwa, gdyż przeprowadziłem wywiady z adwokatami biorącymi udział w procesach politycznych i żaden z nich nie potwierdził, aby faktycznie taka zbiórka pieniędzy była prowadzona. Jednym z najbardziej aktywnych adwokatów, którzy podejmowali się prowadzenia spraw o charakterze politycznym, był zmarły 14 października 2008 r. adwokat Wiesław Uptas. Służba Bezpieczeństwa w Kołobrzegu prowadziła przeciwko niemu Sprawę Operacyjną o kryptonimie „Bocian”, której jak dotychczas nie odnalazłem[16]. O zainteresowaniu Służby Bezpieczeństwa poczynaniami Wiesława Uptasa świadczy okoliczność, iż wzmianki o nim znajdują się w wielu innych sprawach operacyjnych, na przykład ze sprawy „Kaktus” wynika, że adwokat Wiesław Uptas opiekował się pod względem prawnym młodymi działaczami Ruchu „Wolość i Pokój”[17]. Adwokat Wiesław Uptas był bardzo aktywny w środowisku Klubu Inteligencji Katolickiej, co znajduje odzwierciedlenie w materiałach SOR „Opornik”[18]. Sporządził on formalny wniosek o rejestrację Stowarzyszenia Kołobrzeskich Katolików, a następnie odwołanie po bezzasadnej odmowie rejestracji. Bardzo często pomagał różnym osobom prześladowanym przez władze komunistyczne, pisząc wnioski i odwołania, jak również udzielając porad.  Jednak głównym jego polem działalności było uczestniczenie w procesach politycznych w charakterze obrońcy lub obserwatora. Wiesław Uptas był obrońcą w sprawach przeciwko Henrykowi Styczyńskiemu, Stanisławowi Kuryłkowi, Andrzejowi Karkoszce i Brygidzie Grudnik,  a także był obserwatorem w sprawach Marka Mazurka i Jacka Borcza.  Wspólnie z Anną Skowrońską[19] i Ryszardem Kurzawą był obrońcą sióstr Anny i Krystyny Sztark oraz Andrzeja Szałka. Zarzuty były związane z odbywającymi się co miesiąc modlitwami grupy osób pod krzyżem na placu przykościelnym w Białogardzie. Służba Bezpieczeństwa zebrania modlitewne traktowała jako działania w najwyższym stopniu zagrażające władzy ludowej. Przeciwko grupie opozycjonistów z Białogardu Służba Bezpieczeństwa prowadziła Sprawę Operacyjnego Rozpoznania pod kryptonimem „Skorpion”. Po grupowej modlitwie w dniu 7 sierpnia 1985 r. przeciwko Annie Sztark skierowano wniosek o ukaranie za udział w nielegalnym zgromadzeniu. Szef SB z Białogardu mjr Lech Nowakowski napisał w notatce zatwierdzonej przez Wojewódzkiego Szefa SB, że przygotował odpowiedni skład kolegium oraz ustalił, że obwiniona zostanie skazana na karę bezwzględnego aresztu[20]. Po kolejnej manifestacji 31 sierpnia 1985 r. podjęto próbę zatrzymania Andrzeja Szałka, w obronie którego stanęły Anna Sztark i Krystyna Sztark. W konsekwencji Andrzejowi Szałkowi wymierzono karę trzech miesięcy aresztu za udział w nielegalnej manifestacji na placu przykościelnym, natomiast siostry Sztark zostały oskarżone o czynną napaść na milicjantów.

W sprawach tych czynny udział jako obrońcy brali kołobrzescy adwokaci Wiesław Uptas i Ryszard Kurzawa.[21] Administracja Sądu Rejonowego w Białogardzie kierowana przez prezesa Ziętka utrudniała obserwatorom udział w tych procesach. Budynek sądu otoczony był przez Służbę Bezpieczeństwa i wszystkich wchodzących poddawano ścisłej kontroli. Jednemu z wchodzących milicjant zerwał z szyi naszyjnik z krzyżykiem. Atmosfera wytworzona przez sędzię Elżbietę Świątek była napastliwa i nieprzyjazna dla oskarżonych. Ilustrację może stanowić incydent, który miał miejsce poza salą rozpraw. Wiesław Uptas i Ryszard Kurzawa w pokoju dla adwokatów w Sądzie w Białogardzie rozmawiali z panią Gabrielą Cwojdzińską – przewodniczącą Biskupiego Komitetu Pomocy, która była obserwatorką procesu z polecenia ks. bp. Ignacego Jeża. W tym czasie korytarzem przechodziła sędzia Elżbieta Świątek, która widząc przez otwarte drzwi rozmawiające osoby zwróciła adwokatom uwagę, że pomieszczenie to przeznaczone jest tylko dla nich, a nie dla osób trzecich. Wiesław Uptas zaprotestował i nie zgodził się, aby Gabriela Cwojdzińska wyszła, gdyż twierdził, że nie może rozmawiać z klientem na korytarzu w obecności innych osób i stojących tam „ubowców”. W tym czasie przechodził w pobliżu wiceprokurator Kazimierz Bernat i słysząc ostatni fragment rozmowy zapytał: „To znaczy Panie Mecenasie, że to ja jestem ubowcem?”. Wiesław Uptas zaprzeczył i oświadczył, że jego słowa odnoszą się do funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa znajdujących się na korytarzu sądowym. Prokurator Bernat nie dał się przekonać i złożył skargę twierdząc, że został obrażony[22].

Spośród adwokatów kołobrzeskich w procesach politycznych występował również adwokat Marek Eider, który bronił m. in. Dariusza Malczaka, oskarżonego o znieważenie milicjantów w czasie zajść pod kołobrzeską Katedrą 10 listopada 1982 r., a także Zdzisława Kisiela.[23]

Nie wszyscy adwokaci mieli w sobie dość siły i odwagi, aby przyjmować sprawy o charakterze politycznym. Wynikało to z faktu, iż występując w sprawach politycznych, adwokat ma świadomość narażenia się władzy. Służba Bezpieczeństwa, aby podporządkować sobie adwokatów, uciekała się do różnych podstępnych metod, na przykład kierując do kancelarii kontrole skarbowe. W przypadku Wiesława Uptasa nie pozwalano mu występować w procesach przed sądami wojskowymi. Działania podejmowane przez Służbę Bezpieczeństwa były nieskuteczne, bowiem kiedy przejrzałem akta 250 spraw politycznych z Pomorza Środkowego, w żadnym przypadku nie ustaliłem, aby obrona prowadzona była w sposób nierzetelny. Do końca władzy komunistów adwokatura jako całość pozostawała niezdobytą twierdzą.


[1] Zobacz więcej: Edward Stępień, „Gazeta Kołobrzeska” nr 47 (707) z 14 listopada 2008 r. „Służba Bezpieczeństwa przeciw adwokatom”, oraz „Palestra Pismo Adwokatury Polskiej” nr 3-4/2009, Edward Stępień, „Adwokaci Izby koszalińskiej w materiałach Służby Bezpieczeństwa w latach 1961-1974”, s. 173-178.

[2] Zobacz IPN Sz 00107/151.

[3] Tamże, k. 11-16, notatka kpt. A. Kuracha z 27.05.1963 r., w której stwierdza, że przeglądał akta personalne adwokatów, wyjął z nich zdjęcia i sporządził listę adwokatów z ich charakterystykami

[4] Tamże, k. 1-4.

[5] Tamże, k. 5 i k. 38-41

[6] Tamże, k. 22-28 – pismo ppłk M. Sron do Naczelnika Wydziału II Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie z dnia 21.04.1970 r. oraz k. 31-36 – pismo ppłk M. Sron do Naczelnika Wydziału II Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie z dnia 9.05.1970 r. W pismach tych podano m.in., że na przedstawicieli Zgromadzenia Delegatów Izby Koszalińskiej wybrano 30 osób, z tego:

-          członków PZPR – 4 osoby = 13,3%

-          członków SD – 5 osób = 16,7%

-          członków ZSL – 1 osoba = 3,0%

-          bezpartyjnych – 20 osób = 67,0%

[7] Tamże, k. 26

[8] Tamże, k. 27 – stwierdzono, że „towarzysze z Wydz. Adm.-Organizacyjnego KW PZPR w porozumieniu z KW SD przed posiedzeniem konstytuacyjnym (pisownia oryginalna) mają zasugerować (…) podział funkcji Rady Adwokackiej”. Następnie wskazano szczegółowo podział funkcji oczekiwany przez autora pisma, tj. ppłk M. Srona.

[9] Sylwetka adw. dr Józefa Filipowskiego (1927-1970) przedstawiona została przez Leona Kasperskiego i Stefana Żurowskiego w pracy „Historia adwokatury Pomorza Środkowego”, wydanej przez Okręgową Radę Adwokacką w Koszalinie w 2003 r., k. 164-465 (dalej: „Historia Adwokatury Pomorza Środkowego”).

[10] Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Koszalinie w latach 1970-1986. Wspomnienia opublikował adw. Marek Eider w „Palestra” 2001 nr 3/4, str. 239-241

[11] Zob. IPN Sz. 00107/151, k. 80-81 – informacja dotycząca Czesława Bieleckiego, sporządzona przez Kierownika Grupy VI Wydz. II KW MO w Koszalinie, kpt. W. Chądzińskiego.

[12] „Historia adwokatury Pomorza Środkowego”, str. 169-171.

[13] Sprawa ta jest niezałatwiona do chwili obecnej, gdyż własność na ziemiach zachodnich jest kwestionowana prze Powiernictwo Pruskie.

[14] Zob. IPN Sz. 00107/151, k. 116. Z komunikatu podsłuchu telefonicznego z dnia 2.07.1963 r. wynika, że prowadząc rozmowę telefoniczną wyraził się: „…podsłuchują te skurwysyny, pachołki stalinowskie i Żurowicz [Komendant Powiatowy MO] i jego banda…”

[15] Tamże, k. 110-117. Informacja Służby Bezpieczeństwa co do daty skreślenia jest błędna, bowiem Minister Sprawiedliwości skreślił go z listy adwokatów Izby Koszalińskiej z dniem 30.04.1968 r. 28 października 1972 r. Okręgowa Rada Adwokacka w Koszalinie podjęła uchwałę o ponownym wpisaniu Ludwika Gottingera na listę adwokatów – „Historia adwokatury Pomorza Środkowego”, str. 171

[16] Z informacji uzyskanych w Instytucie Pamięci Narodowej wynika, że akta tej sprawy zostały zniszczone przez Służbę Bezpieczeństwa. Często jednak w wykazach zniszczonych dokumentów uwidaczniano sprawy, które faktycznie nie były niszczone, bądź zachowywały się w formie mikrofilmów. W każdym takim przypadku należy więc mieć nadzieję, że dalsze poszukiwania mogą być skuteczne.

[17] Zobacz więcej w Sprawie Operacyjnego Rozpracowania kryptonim „Kaktus”.

[18] Zobacz więcej Sprawę Operacyjnego Rozpracowania kryptonim „Opornik”.

[19] Zobacz więcej Anna Bogucka – Skowrońska, „Raport o stanie bezprawia, czyli pamiętnik czasów pogardy”, wydawnictwo Lu-Art., 2005 r., s. 118-119.

[20] IPN Gd 0021/415, k. 236-260. Plan działań operacyjno-prewencyjnych, dotyczących nielegalnego zgromadzenia w dniu 7 sierpnia 1985 r. oraz k. 270-272, plan operacyjny z 27 sierpnia 1985 r.

[21] Zobacz więcej biogramy Wiesława Uptasa i Ryszarda Kurzawy.

[22] Skarga prokuratora Kazimierza Bernata oraz pismo Wiesław Uptasa kierowane do Okręgowej Rady Adwokackiej, znajdujące się w zbiorach autora.

[23] Zobacz więcej: Sprawa Operacyjnego Sprawdzenia kryptonim „Brylant”.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby komentować.